Ed
Spędziłem wczoraj z moją Natą cudowny dzień. Ona jest niesamowita... Wszystko w niej jest takie piękne, takie idealne...Pocałowałem ją. Tak, lekko mnie poniosło, ale kocham ją, bardzo kocham...A kiedy jesteśmy w kimś zakochani nie idziemy za głosem rozsądku tylko robimy to co podpowie nam serce. Tylko ona była zszokowana...było to dobrze widać. Nie dziwie się jej, po tym co zrobiłem to ciężko mi będzie ją mieć przy sobie tak na dobre.
Chciałem jej wysłać sms'a coś typu "Dzień dobry skarbie", ale co chwilę to co napisałem po po prostu usuwałem..Chwila... A to co? Czternaście nieodebranych połączeń...Demi. Moja była dziewczyna, a teraz przyjaciółka. Cholernie o niej przez to wszystko zapomniałem... Nawet nie wspomniałem jej słowa o tym, że wyjeżdżam do Polski...Pewnie się teraz zamartwia o mnie. Zadzwonić do niej czy nie? Chyba jednak zadzwonię.
Odebrała po trzech sygnałach.
Chciałem jej wysłać sms'a coś typu "Dzień dobry skarbie", ale co chwilę to co napisałem po po prostu usuwałem..Chwila... A to co? Czternaście nieodebranych połączeń...Demi. Moja była dziewczyna, a teraz przyjaciółka. Cholernie o niej przez to wszystko zapomniałem... Nawet nie wspomniałem jej słowa o tym, że wyjeżdżam do Polski...Pewnie się teraz zamartwia o mnie. Zadzwonić do niej czy nie? Chyba jednak zadzwonię.
Odebrała po trzech sygnałach.
-Hallo Ed?! Gdzie Ty jesteś?
-No hej. W Hebden Bridge.
-Hedben Bridge?-przybrała teraz taką dziwną barwę głosu i przez chwilę się zastanowiła- Czemu tam akurat? To chyba trochę daleko.
-No hej. W Hebden Bridge.
-Hedben Bridge?-przybrała teraz taką dziwną barwę głosu i przez chwilę się zastanowiła- Czemu tam akurat? To chyba trochę daleko.
-Bo tu się urodziłem i postanowiłem wrócić.- powiedziałem stanowczo.
-Aha, a dlaczego mi nic o tym nie powiedziałeś? Myślałam, że się przyjaźnimy.
-Nie dałabyś mi pojechać jak znam Ciebie.
-Dałabym. No, ale dobra nieważne. Kiedy wracasz?
-Już chyba nigdy. Przeprowadziłem się tu.
-Co?!
W tej właśnie chwili za nim zdążyła cokolwiek powiedzieć rozłączyłem się. Gadała by ciągle pewnie, żebym wrócił, ile straciłem robiąc to itd... A ja tego nie chciałem. Tak, Demi jest moją przyjaciółką, ale jak już się czegoś uprze to nie odpuści. Mogła by tu nawet po mnie przyjechać... ale nie to niemożliwe.
Pójdę się jeszcze położyć spać, potem zadzwonię do Natalie, że przyjadę po nią jak skończy pracę, teraz muszę jeszcze trochę odpocząć.
Jeremy
Kolejny dzień w pracy. W jego królestwie. On tu rządził, czuł tą władzę nad wszystkim. Jak przechodził przez korytarze swojego budynku, przeczuwał jak kobiety do niego wzdychają, do niektórych nawet flirtował i dawał im tą nadzieję, że kiedyś z nimi będzie... Bzdura. On jak jest z kimś to tylko i wyłącznie na jedną noc, ale na takie coś u niego też trzeba zasłużyć, bo nie prześpi się z jakąś sierotką Marysią, która wygląda jak nie wiadomo co. Czasami tylko robi wyjątki, ale to czasami. To nie jest też nawet ten typ faceta co przywiązuje się do kobiet i największą uwagę zwraca no to co mają wewnątrz. Zawsze taki był i raczej zawsze będzie...
Wszedł do swojego gabinetu, rozsiadł się wygodnie na swoim fotelu. Popatrzał kątem oka na dokumenty i zawołał swoją nieogarniętą asystentkę Dominice, żeby mu zrobiła kawę. Wykorzystywał to, że dziewczyna była w nim zauroczona najbardziej jak tylko się dało. Tak, może i była jego asystentką, ale on wymagał od niej o wiele więcej... Kazał jej wszystko sobie przynosić, kupować itp. Dominica była dla niego taką marionetką, mógł nią manipulować i dyrygować jak tylko chciał...ale musiał się też do niej przybliżyć, bo kolegowała się z Natalie- dziewczyną, która go strasznie pociągała.
- Przyniosłam panu kawę- tak jak to mówią "o wilku mowa" tak różowo-włosa weszła do.gabinetu Crawforda. Wyglądała dzisiaj jak taka mała księżniczka, to trochę przeszkadzało mężczyźnie, ale postanowił nic jej o tym nie mówić tylko się do niej przymilał.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnął się szeroko- Ale tyle już ze sobą pracujemy, może byśmy zaczęli mówić do siebie na "ty"? Jeremy jestem- przybrał na twarzy ten jego słynny zalotny uśmiech, który potrafił zmiękczyć każdą kobietę.
-D..d..domi znaczy...Dominica- głos jej się trząsł jak oszalały, a całe jej ciało drżało,prawie rozlała kawę, którą podawała na stół, widać było po niej, że nie mogła uwierzyć w to co się działo.
- A może byśmy spotkali się tak po pracy w celu bliższego poznania się, co?-powiedział dotykając lekko jej delikatnego ramienia i puszczając przy tym oczko.. A dziewczyna była w stanie przed omdleniowym. Pokiwała tylko głową i zwinnym krokiem uciekła z gabinetu.
Zaczął głośno chichotać. Kolejny raz mu się już udało, nie liczył już nawet który to. Będzie udawał przy tej dziewczynie zakochanego w niej po uszy, sprawi żeby do reszty mu zaufała i powiedziała wszystko co wie o Natalie, bo to ją przecież chce zdobyć. Jak się wszystkiego dowie, zostawi różową i będzie się brał za swój właściwy cel.
Natalie
Szłam do pracy, byłam całkowicie wyczerpana. Przez to wszystko co działo się wczoraj nie mogłam w nocy zasnąć. Myślałam ciągle o Edzie, jakie ma zamiary do mnie i tak dalej... O Marice i Billu ciekawe jak między nimi się ułoży. O Patricii w ciąży, strasznie się o nią boję... Znam ją od bardzo dawna i wiem, że trudno jej będzie sobie z tym poradzić.
Kiedy weszłam do środka budynku to panował tam dziwny chaos. Ludzie przekrzykiwali się przez siebie, przebiegali,nie mogłam już tego wytrzymać, więc zapytałam pierwszej lepszej osoby o co chodzi. Aha. Czyli ma przyjechać jakiś bardzo ważny klient, jakaś słynna gwiazda,idol nastolatek... Zaraz... Co?! Idol nastolatek... Gwiazda... O matko... Ed, idioto... Ten człowiek zaczyna się robić niemożliwy. No dobra, on zawsze taki był w dzieciństwie i teraz. Próbuje wykorzystać każdą okazję, żeby tylko spędzić ze mną trochę czasu. No oczywiście... I co jeszcze pewnie będę musiała mu mieszkanie projektować. Nie no cieszy mnie to, że tu zostaje i to bardzo cieszy... Ale powinien się domyślać jakie mogą być skutki tego, że nagle gwiazda słynna na całym świecie, przeprowadza się bez żadnego słowa ani nic... Nie chce, żeby za mną ciągle chodzili paparazzi.
Zaczepiłam jedną dziewczynę, z którą nawet nieźle się dogadywałam. Ona zawsze wiedziała wszystko co się dzieje, była bardzo pilną pracownicą,a ja wolałam jednak się upewnić.
-Hej Maggie! Prawda, to że naszym nowym klientem będzie jakaś słynna gwiazda?- była cała w nerwach, zresztą tak jak wszyscy.
- Tak no i to dzisiaj za niedługo! Ed Sheeran! Nata rozumiesz?! Sam Ed Sheeran mój idol!!- o czyli miałam rację..
- O to fajnie. - z mojej twarzy nie wypływały żadne emocje co najwidoczniej zdziwiło Maggs.
- To fajnie??Tylko tyle? Coś Ty oszalała?!- chwyciła mnie za barki i zaczęła potrząsać- On będzie właśnie Twoim klientem Ty to kobieto rozumiesz???
-Dobra, dobra. Uspokój się, to nic takiego nadzwyczajnego, nie rozumiem nadal tej całej afery..- powiedziałam i zrzuciłam jej dłonie z moich barków.
-A ja nie rozumiem Ciebie...- westchnęła ciężko- Ale no dobra, chodź lepiej za mną pokaże Ci co masz robić.
-D..d..domi znaczy...Dominica- głos jej się trząsł jak oszalały, a całe jej ciało drżało,prawie rozlała kawę, którą podawała na stół, widać było po niej, że nie mogła uwierzyć w to co się działo.
- A może byśmy spotkali się tak po pracy w celu bliższego poznania się, co?-powiedział dotykając lekko jej delikatnego ramienia i puszczając przy tym oczko.. A dziewczyna była w stanie przed omdleniowym. Pokiwała tylko głową i zwinnym krokiem uciekła z gabinetu.
Zaczął głośno chichotać. Kolejny raz mu się już udało, nie liczył już nawet który to. Będzie udawał przy tej dziewczynie zakochanego w niej po uszy, sprawi żeby do reszty mu zaufała i powiedziała wszystko co wie o Natalie, bo to ją przecież chce zdobyć. Jak się wszystkiego dowie, zostawi różową i będzie się brał za swój właściwy cel.
Natalie
Szłam do pracy, byłam całkowicie wyczerpana. Przez to wszystko co działo się wczoraj nie mogłam w nocy zasnąć. Myślałam ciągle o Edzie, jakie ma zamiary do mnie i tak dalej... O Marice i Billu ciekawe jak między nimi się ułoży. O Patricii w ciąży, strasznie się o nią boję... Znam ją od bardzo dawna i wiem, że trudno jej będzie sobie z tym poradzić.
Kiedy weszłam do środka budynku to panował tam dziwny chaos. Ludzie przekrzykiwali się przez siebie, przebiegali,nie mogłam już tego wytrzymać, więc zapytałam pierwszej lepszej osoby o co chodzi. Aha. Czyli ma przyjechać jakiś bardzo ważny klient, jakaś słynna gwiazda,idol nastolatek... Zaraz... Co?! Idol nastolatek... Gwiazda... O matko... Ed, idioto... Ten człowiek zaczyna się robić niemożliwy. No dobra, on zawsze taki był w dzieciństwie i teraz. Próbuje wykorzystać każdą okazję, żeby tylko spędzić ze mną trochę czasu. No oczywiście... I co jeszcze pewnie będę musiała mu mieszkanie projektować. Nie no cieszy mnie to, że tu zostaje i to bardzo cieszy... Ale powinien się domyślać jakie mogą być skutki tego, że nagle gwiazda słynna na całym świecie, przeprowadza się bez żadnego słowa ani nic... Nie chce, żeby za mną ciągle chodzili paparazzi.
Zaczepiłam jedną dziewczynę, z którą nawet nieźle się dogadywałam. Ona zawsze wiedziała wszystko co się dzieje, była bardzo pilną pracownicą,a ja wolałam jednak się upewnić.
-Hej Maggie! Prawda, to że naszym nowym klientem będzie jakaś słynna gwiazda?- była cała w nerwach, zresztą tak jak wszyscy.
- Tak no i to dzisiaj za niedługo! Ed Sheeran! Nata rozumiesz?! Sam Ed Sheeran mój idol!!- o czyli miałam rację..
- O to fajnie. - z mojej twarzy nie wypływały żadne emocje co najwidoczniej zdziwiło Maggs.
- To fajnie??Tylko tyle? Coś Ty oszalała?!- chwyciła mnie za barki i zaczęła potrząsać- On będzie właśnie Twoim klientem Ty to kobieto rozumiesz???
-Dobra, dobra. Uspokój się, to nic takiego nadzwyczajnego, nie rozumiem nadal tej całej afery..- powiedziałam i zrzuciłam jej dłonie z moich barków.
-A ja nie rozumiem Ciebie...- westchnęła ciężko- Ale no dobra, chodź lepiej za mną pokaże Ci co masz robić.
Doszłyśmy razem to tego jak to wszyscy nazywamy "jaskinii zaleceń". Było dokładnie tak jak myślałam..Edzio chciał, żeby zaprojektować mu jego nowo kupione mieszkane mieszkanie(bo wcześniej mieszkał u ciotki), było w strasznym strasznym stanie, musiało mieć już naprawdę sporo lat, ale dam radę jakoś...Tak, wnerwił mnie tym trochę, ale jest moim przyjacielem, a przyjaciele sobie pomagają, czy nie? A może on jest dla mnie czymś więcej niż przyjacielem...Sama nie wiem.
Postanowiłyśmy z Maggie, że pójdziemy
na kawę, żeby się "odstresować" na chwilę. Przechodząc korytarzami na dół zauważyłam siedzącą na ławce Dominice, która miała zakrytą twarz rękoma i chyba płakała..Szepnęłam koleżance, żeby już poszła i zamówiła już to dla nas, a sama siadłam obok niej.
- Domi, co jest?- zapytałam troskliwie.
- Nic, naprawdę nic.
-Weź przestań, przecież widzę no...- powiedziałam, a dziewczyna w tym momencie chyba wiedząc, że nie odpuszczę zdjęła dłonie z twarzy, makijaż miała cały rozmazany, ale zaczęła się psychopatycznie śmiać.
- Crawford się ze mną umówił. Wierzysz w to, bo ja nie wierze... To najszczęśliwszy dzień mojego życia, serio- wykrzyczała i wpadła w moja ramiona.
-Ale Domi wiesz przecież jaki on jest...Skrzywdzi Cie, nie ufaj mu...- martwiłam się strasznie o nią, nie chce by cierpiała, ale ona się ode mnie gwałtownie oderwała i była chyba zła.
- No na pewno...Ty po prostu chcesz mieć go tylko dla siebie-wykrzyczała, wyglądała tak jakby chciała mi wydrapać oczy albo coś gorszego...
-Nie, to nieprawda. Domcia ja się martwię o Ciebie i tyle.
- Niewierze Ci, nienawidzę Cię rozumiesz? Jesteś podłą suką- krzyknęła mi tym prosto w twarz i uciekła.
Jejku, biedna Dominica, ona naprawdę chyba musi być w nim zakochana, ale ten palant ją skrzywdzi, na pewno.. Najlepsza koleżanka z pracy mnie teraz nienawidzi no ładnie..
Zeszłam do Maggie wypiłyśmy kawę, ale bez żadnego słowa. Ciekawe kiedy przejdzie Ed... Bardzo chciałabym się z nim teraz zobaczyć. Poszłam w stronę drzwi wejściowych do budynku. Okazało się, że on już tam był otoczony przez grupkę ludzi. Kiedy mnie ujrzał wyrwał się z tego tłumu, a ja do niego podbiegłam i pod wpływem impulsu wpadłam w jego ramiona i wypłakiwałam się w jedno z nich. Ludzie się patrzyli, ale wtedy nie obchodziło mnie to.
Patricia
Chodziła po mieście w poszukiwaniu jakiejś pracy. Musiała wreszcie zrobić coś porządnego ze swoim życiem, przecież za niedługo urodzi dziecko, a ona nie może być na utrzymaniu jej siostry i przyjaciółki. Musiała o nie sama zadbać i je kochać najbardziej jak potrafi. Uwielbiała gotować, więc postanowiła poszukać czegoś w tym kierunku to chciała przeszukać restauracje. Nie przyjęli jej do żadnej, bo była w pisana w kartotekach (sama nie pamięta co zrobiła), a nie chcieli przestępcy..
Bardzo ją to zdołowało i poszła do "swojego" klubu. Tylko tym razem po to by zatapiać swoje smutki w alkoholu...
Marica
Była w kawiarence, w której umówiła się z Billem. Czekała na niego już chyba pół godziny.. Tak, wielka gwiazda i myśli pewnie, że może się tak bezkarnie spóźniać co to nie... Już miała się zbierać do domu, ale ten w tym momencie musiał akurat przyjść.
- Marika, Marika...Ja Cię przepraszam, naprawdę... Na śmierć zapomniałem o tym... Przepraszam...- po jego twarzy było widać wielkie zdenerwowanie i przejęcie tym, musiało mu naprawdę zależeć na Rice.
-Nic, nie szkodzi. Siadaj.- powiedziała, jednak zabolały ją jego słowa. Zapomniał... Ona czekała na niego tyle czasu, zaufała mu, a on bezczelnie zapomniał...No ale nic, może coś jeszcze z tego wyjdzie..
- Dobra, to ja stawiam. Co zamówić?
- Nie wiem, chyba nic. Czekając na Ciebie wypiłam dwie kawy.
Mimo tego mężczyzna nie odpuścił i zamówił dla niej i dla siebie jej ulubione ciasto 3 bita (chociaż była na diecie)i cappucino. Ciekawe skąd wiedział...
Dużo ze sobą rozmawiali i bardzo się poznali. On się dowiedział o niej np. gdzie mieszka z kim, co chciała zrobić ze swoim życiem. A ona od niego, jakie jest życie Kaulitzów poza tym wszystkim tego Tokio Hotel i w ogóle. Bill był kiedyś jej wielkim idolem myślała, że wie o nim wszystko, ale jednak nie...
- A może pójdziemy gdzieś się przejść? Po parku albo gdzieś indziej- zaproponował kiedy skończyli jeść, a dziewczyna z uśmiechem pokiwała potwierdzająco głową.
Szli pięknymi zielonymi alejkami. Śmiali się z ludzi przechodzących obok nich, z siebie samych... Marika dalej nie mogła uwierzyć w to co się dzieje, gdyby to komuś powiedziała to na pewno by nie uwierzył. Tak, ona taka zwykła dziewczyna, taka szara myszka zabawia się w najlepsze z taką wielką gwiazdą Billem Kaulitzem we własnej osobie. W pewnym momencie złapał ją za rękę...Oh jakie ją niesamowicie przyjemne ciarki przeszły po całym ciele..Nie odpychała tej ręki, bo po co ma sobie odmawiać takiej przyjemności. To może było też trochę dziwne, ale poczuła od niego zapach piżmu.. On był taki idealny, chyba się zakochała tak naprawdę po raz pierwszy w życiu, ale nie chciała wyciągać żadnych pochopnych wniosków, bo przecież znają się tylko kilka dni..
Wyrwał ją z tego całego rozmyślania szturchając i pokazując jej ławkę. Postanowili więc na niej usiąść.
- Bill, wiesz co?- zaczęła, a on się na nią spojrzał zaciekawionym wzrokiem.- Byłeś kiedyś moim największym idolem, miałam mnóstwo Twoich plakatów, jeździłam na koncerty TH specjalnie dla Ciebie kochałam to w jaki sposób śpiewasz i nawet czasami całowałam te plakaty z Tobą i mam jeszcze kilka wymazanych szminką.- na to wyznanie zaśmiał się psychopatycznie.
- O to czemu nie już nie jestem tym Twoim idolem?
- Sama nie wiem...Może to przez to, że przez ostatnie lata trochę wydoroślałam i moje poglądy tez się trochę zmieniły...- powiedziała lekko zakłopotana, a on się uśmiechnął i ścisnął mocno jej dłoń tak jakby się bał, że gdzieś mu zaraz ucieknie.
- Ja też Ci muszę coś wyznać...Wiesz.. Tamtej nocy... Nie byłem pijany. W sensie byłem, ale wiedziałem jeszcze co się wokół mnie dzieje...
- No wow. Myślisz, że ja jestem taka głupia?
- To wiedziałaś? I nie jesteś zła na mnie? - pokiwała przecząco głową, za co niby miała być zła- Podobałaś mi się taka, wiesz.. chciałbym, żebyś w sumie była taka zawsze...- te słowa ją trochę zniesmaczyły.
- Aha, czyli mam rozumieć, że umówiłeś się ze mną, dlatego że taka byłam wtedy w klubie i chciałeś ze mną zabawić, tak?- powiedziała i puściła się jego ręki.
- Nie, no coś Ty, taką też Cię lubię ja nie jestem taki jak mój brat Tom, ale...
-Ale?
-Ale bardzo mi się wtedy podobałaś, bo nie byłaś taka grzeczna jak teraz...- o nie... trafił w jej czuły punkt, a było już tak pięknie..
- Tak, ja może i jestem grzeczna, ale Ty jesteś skończonym dupkiem i idiotą- wydarła się na niego- Myślałam, że nie jesteś taki, ale się myliłam. Co wtedy Ci się tak bardzo podobałam, ale nie zdążyłeś mnie przelecieć i teraz się ze mną umówiłeś, bo chciałeś to nadrobić tak? To teraz słuchaj- stanęła nad nim i przybliżyła swoją głowę bliżej niego- Nie jesteś mnie wart nawet takiej w wersji pijanej suki. - i uciekła od niego z płaczem.
Coś od początku przeczuwała, że to nie może się udać... No ale było tak pięknie tak cudnie im się rozmawiało, on mógł być dla niej tym jedynym, ale jak wyskoczył z takim tekstem to co się dziwić.. Ona zawsze będzie pecha w miłości...
- Marika, kuźwa zatrzymaj się!- biegł za nią, ale ona i tak nie ustała dopóki jej nie dogonił, i złapał za ramię- Daj mi wszystko wytłumaczyć, proszę...
- Nie, puszczaj mnie i nigdy się więcej do mnie nie zbliżaj, zrozumiano?
Tym razem nie dał jej odejść. Przytrzymał jej głowę i swoje usta przybliżył do jej ust. Chciała się na początku wyrwać... Ale ten pocałunek to było coś cudownego... Czuła takie jakieś dziwne iskry, fajerwerki.. Nie wiedziała do końca jak to nazwać. To na pewno nie był pocałunek żądnego seksu, zboczonego mężczyzny, tylko młodzieńczo zakochanego chłopaka. Stali tak dobre kilka minut... W końcu nastała ta chwila kiedy to niestety musieli się od siebie oderwać.
Ich czoła stykały się o siebie.
- Rika, przepraszam.. Źle mnie zrozumiałaś, to w tym chodziło, o to że no nie wiem.. Ale nie jest tak jak myślisz, że chciałem Cię przelecieć, naprawdę... Wiem, że się ledwo znamy, ale...- położyła mu palec na ustach, więc nie zdążył dokończyć.
- Ciii, nic nie mów. Wybaczyłam Ci już, tylko następnym razem uważaj na słowa, okej?- pokiwał głową, a ona oparła głowę na jego ramieniu..
Bo jak to mówią w bajkach pocałunek prawdziwej miłości przezwycięży wszystko.
.....do czasu....
Demi
Nie mogła uwierzyć w nieodpowiedzialność swojego "przyjaciela" Eda. Co on myśli, że wyjedzie sobie tak z dnia na dzień na sam koniec kraju nie powiadając o tym nikogo to ucieknie od wszystkich problemów? Nie mogła na to pozwolić. On miał fanki karierę, przyjaciół, rodzinę... Wszystko w Londynie. Bardzo się o niego martwi. Teraz jej największym zadaniem jest przyprowadzenie Eda z powrotem. Poszła wsiąść w pierwszy lepszy samolot i poleciała do Hebden Bridge.
***********
Pisałam ten rozdział prawie trzy tygodnie i taki beznadziejny... Przepraszam bardzo za to no.. Nic tu się nie klei, a ja do pisania się nie nadaje, muszę chyba wziąść poczytać więcej książek. Tego Hebden Bridge też do końca pewna nie jest no ale ciul z tym xdd I Demi w tym opowiadaniu będzie taka dziwna.. ostrzegam :D I wiem, że Billrika tak szybko się dzieje i wgl, ale w o to w tym właśnie chodzi lel, potem będzie koniec sielanki i będzie tak fajnie (jak nie popsuje, a to mało prawdopodobne xd)
Dobra, to czekam na hejty bajo! :3