piątek, 22 maja 2015

Rozdział Szósty

Ed



Spędziłem wczoraj z moją Natą cudowny dzień. Ona jest niesamowita... Wszystko w niej jest takie piękne, takie idealne...Pocałowałem ją. Tak, lekko mnie poniosło, ale kocham ją, bardzo kocham...A kiedy jesteśmy w kimś zakochani nie idziemy za głosem rozsądku tylko robimy to co podpowie nam serce. Tylko ona była zszokowana...było to dobrze widać. Nie dziwie się jej, po tym co zrobiłem to ciężko mi będzie ją mieć przy sobie tak na dobre.
Chciałem jej wysłać sms'a coś typu "Dzień dobry skarbie", ale co chwilę to co napisałem po po prostu usuwałem..Chwila... A to co? Czternaście nieodebranych połączeń...Demi. Moja była dziewczyna, a teraz przyjaciółka. Cholernie o niej przez to wszystko  zapomniałem... Nawet nie wspomniałem jej słowa o tym, że wyjeżdżam do Polski...Pewnie się teraz zamartwia o mnie. Zadzwonić do niej czy nie? Chyba jednak zadzwonię.
Odebrała po trzech sygnałach.
-Hallo Ed?! Gdzie Ty jesteś?
-No hej. W Hebden Bridge.
-Hedben Bridge?-przybrała teraz taką dziwną barwę głosu i przez chwilę się zastanowiła- Czemu tam akurat? To chyba trochę daleko.
-Bo tu się urodziłem i postanowiłem wrócić.- powiedziałem stanowczo.
-Aha, a dlaczego mi nic o tym nie powiedziałeś? Myślałam, że się przyjaźnimy.
-Nie dałabyś mi pojechać jak znam Ciebie.
-Dałabym. No, ale dobra nieważne. Kiedy wracasz?
-Już chyba nigdy. Przeprowadziłem się tu.
-Co?!
W tej właśnie chwili za nim zdążyła cokolwiek powiedzieć rozłączyłem się. Gadała by ciągle pewnie, żebym wrócił, ile straciłem robiąc to itd... A ja tego nie chciałem. Tak, Demi jest moją przyjaciółką, ale jak już się czegoś uprze to nie odpuści. Mogła by tu nawet po mnie przyjechać... ale nie to niemożliwe.
Pójdę się jeszcze położyć spać, potem zadzwonię do Natalie, że przyjadę po nią jak skończy pracę, teraz muszę jeszcze trochę odpocząć.




Jeremy





Kolejny dzień w pracy. W jego królestwie. On tu rządził, czuł tą władzę nad wszystkim. Jak przechodził przez korytarze swojego budynku, przeczuwał jak kobiety do niego wzdychają, do niektórych nawet flirtował i dawał im tą nadzieję, że kiedyś z nimi będzie... Bzdura. On jak jest z kimś to tylko i wyłącznie na jedną noc, ale na takie coś u niego też trzeba zasłużyć, bo nie prześpi się z jakąś sierotką Marysią, która wygląda jak nie wiadomo co. Czasami tylko robi wyjątki, ale to czasami. To nie jest też nawet ten typ faceta co przywiązuje się do kobiet i największą uwagę zwraca no to co mają wewnątrz. Zawsze taki był i raczej zawsze będzie...
Wszedł do swojego gabinetu, rozsiadł się wygodnie na swoim fotelu. Popatrzał kątem oka na dokumenty i zawołał swoją nieogarniętą asystentkę Dominice, żeby mu zrobiła kawę. Wykorzystywał to, że dziewczyna była w nim zauroczona najbardziej jak tylko się dało. Tak, może i była jego asystentką, ale on wymagał od niej o wiele więcej... Kazał jej wszystko sobie przynosić, kupować itp. Dominica była dla niego taką marionetką, mógł nią manipulować i dyrygować jak tylko chciał...ale musiał się też do niej przybliżyć, bo kolegowała się z Natalie- dziewczyną, która go strasznie pociągała.

- Przyniosłam panu kawę- tak jak to mówią "o wilku mowa" tak różowo-włosa weszła do.gabinetu Crawforda. Wyglądała dzisiaj jak taka mała księżniczka, to trochę przeszkadzało mężczyźnie, ale postanowił nic jej o tym nie mówić tylko się do niej przymilał.
-Dziękuje bardzo- uśmiechnął się  szeroko- Ale tyle już ze sobą pracujemy, może byśmy zaczęli mówić do siebie na "ty"? Jeremy jestem- przybrał na twarzy ten jego słynny zalotny uśmiech, który potrafił zmiękczyć każdą kobietę.
-D..d..domi znaczy...Dominica- głos jej się trząsł jak oszalały, a całe jej ciało drżało,prawie rozlała kawę, którą podawała na stół, widać było po niej, że nie mogła uwierzyć w to co się działo.
- A może byśmy spotkali się tak po pracy w celu bliższego poznania się, co?-powiedział dotykając lekko jej delikatnego ramienia i puszczając przy tym oczko.. A dziewczyna była w stanie przed omdleniowym. Pokiwała tylko głową i zwinnym krokiem uciekła z gabinetu.

Zaczął głośno chichotać. Kolejny raz mu się już udało, nie liczył już nawet który to. Będzie udawał przy tej dziewczynie zakochanego w niej po uszy, sprawi żeby do reszty mu zaufała i powiedziała wszystko co wie o Natalie, bo to ją przecież chce zdobyć. Jak się wszystkiego dowie, zostawi różową i będzie się brał za swój właściwy cel.





Natalie



 Szłam do pracy, byłam całkowicie wyczerpana. Przez to wszystko co działo się wczoraj nie mogłam w nocy zasnąć. Myślałam ciągle o Edzie, jakie ma zamiary do mnie i tak dalej... O Marice i Billu ciekawe jak między nimi się ułoży. O Patricii w ciąży, strasznie się o nią boję... Znam ją od bardzo dawna i wiem, że trudno jej będzie sobie z tym poradzić.

Kiedy weszłam do środka budynku to panował tam dziwny chaos. Ludzie przekrzykiwali się przez siebie, przebiegali,nie mogłam już tego wytrzymać, więc zapytałam pierwszej lepszej osoby o co chodzi. Aha. Czyli ma przyjechać jakiś bardzo ważny klient, jakaś słynna gwiazda,idol nastolatek... Zaraz... Co?! Idol nastolatek... Gwiazda... O matko... Ed, idioto... Ten człowiek zaczyna się robić niemożliwy. No dobra, on zawsze taki był w dzieciństwie i teraz. Próbuje wykorzystać każdą okazję, żeby tylko spędzić ze mną trochę czasu. No oczywiście... I co jeszcze pewnie będę musiała mu mieszkanie projektować. Nie no cieszy mnie to, że tu zostaje i to bardzo cieszy... Ale powinien się domyślać jakie mogą być skutki tego, że nagle gwiazda słynna na całym świecie, przeprowadza się bez żadnego słowa ani nic... Nie chce, żeby za mną ciągle chodzili paparazzi.
Zaczepiłam jedną dziewczynę, z którą nawet nieźle się dogadywałam. Ona zawsze wiedziała wszystko co się dzieje, była bardzo pilną pracownicą,a ja wolałam jednak się upewnić.

-Hej Maggie! Prawda, to że naszym nowym klientem będzie jakaś słynna gwiazda?-  była cała w nerwach, zresztą tak jak wszyscy.
- Tak no i to dzisiaj za niedługo! Ed Sheeran! Nata rozumiesz?! Sam Ed Sheeran mój idol!!- o czyli miałam rację..
- O to fajnie. - z mojej twarzy nie wypływały żadne emocje co najwidoczniej zdziwiło Maggs.
- To fajnie??Tylko tyle? Coś Ty oszalała?!- chwyciła mnie za barki i zaczęła potrząsać- On będzie właśnie Twoim klientem Ty to kobieto rozumiesz???
-Dobra, dobra. Uspokój się, to nic takiego nadzwyczajnego, nie rozumiem nadal tej całej afery..- powiedziałam i zrzuciłam jej dłonie z moich barków.
-A ja nie rozumiem Ciebie...- westchnęła ciężko- Ale no dobra, chodź lepiej za mną pokaże Ci co masz robić.

Doszłyśmy razem  to tego jak to wszyscy nazywamy "jaskinii zaleceń". Było dokładnie tak jak myślałam..Edzio chciał, żeby zaprojektować mu jego  nowo kupione mieszkane mieszkanie(bo wcześniej mieszkał u ciotki), było w strasznym strasznym stanie, musiało mieć już naprawdę sporo lat, ale dam radę jakoś...Tak, wnerwił mnie tym trochę, ale jest moim przyjacielem, a przyjaciele sobie pomagają, czy nie? A może on jest dla mnie czymś więcej niż przyjacielem...Sama nie wiem.
Postanowiłyśmy z Maggie, że pójdziemy
na kawę, żeby się "odstresować" na chwilę. Przechodząc korytarzami na dół zauważyłam siedzącą na ławce Dominice, która miała zakrytą twarz rękoma i chyba płakała..Szepnęłam koleżance, żeby już poszła i zamówiła już to dla nas, a sama siadłam obok niej.

- Domi, co jest?- zapytałam troskliwie.
- Nic, naprawdę nic.
-Weź przestań, przecież widzę no...- powiedziałam, a dziewczyna w tym momencie chyba wiedząc, że nie odpuszczę zdjęła dłonie z twarzy, makijaż miała cały rozmazany, ale zaczęła się psychopatycznie śmiać.
- Crawford się ze mną umówił. Wierzysz w to, bo ja nie wierze... To najszczęśliwszy dzień mojego życia, serio- wykrzyczała i wpadła w moja ramiona.
-Ale Domi wiesz przecież jaki on jest...Skrzywdzi Cie, nie ufaj mu...- martwiłam się strasznie o nią, nie chce by cierpiała, ale ona się ode mnie gwałtownie oderwała i była chyba zła.
- No na pewno...Ty po prostu chcesz mieć go tylko dla siebie-wykrzyczała, wyglądała tak jakby chciała mi wydrapać oczy albo coś gorszego...
-Nie, to nieprawda. Domcia ja się martwię o Ciebie i tyle.
- Niewierze Ci, nienawidzę Cię rozumiesz? Jesteś podłą suką- krzyknęła mi tym prosto w twarz i uciekła. 
Jejku, biedna Dominica, ona naprawdę chyba musi być w nim zakochana, ale ten palant ją skrzywdzi, na pewno.. Najlepsza koleżanka z pracy mnie teraz nienawidzi no ładnie..
Zeszłam do Maggie wypiłyśmy kawę, ale bez żadnego słowa. Ciekawe kiedy przejdzie Ed... Bardzo chciałabym się z nim teraz zobaczyć. Poszłam w stronę drzwi wejściowych do budynku. Okazało się, że on już tam był otoczony przez grupkę ludzi. Kiedy mnie ujrzał wyrwał się z tego tłumu, a ja do niego podbiegłam i pod wpływem impulsu wpadłam w jego ramiona i wypłakiwałam się w jedno z nich. Ludzie się patrzyli, ale wtedy nie obchodziło mnie to. 




Patricia



Chodziła po mieście w poszukiwaniu jakiejś pracy. Musiała wreszcie zrobić coś porządnego ze swoim życiem, przecież za niedługo urodzi dziecko, a ona nie może być na utrzymaniu jej siostry i przyjaciółki. Musiała o nie sama zadbać i je kochać najbardziej jak potrafi. Uwielbiała gotować, więc postanowiła poszukać czegoś w tym kierunku to chciała przeszukać restauracje. Nie przyjęli jej do żadnej, bo była w pisana w kartotekach (sama nie pamięta co zrobiła), a nie chcieli przestępcy..
Bardzo ją to zdołowało i poszła do "swojego" klubu. Tylko tym razem po to by zatapiać swoje smutki w alkoholu...



Marica



Była w kawiarence, w której umówiła się z Billem. Czekała na niego już chyba pół godziny.. Tak, wielka gwiazda i myśli pewnie, że może się tak bezkarnie spóźniać co to nie... Już miała się zbierać do domu, ale ten w tym momencie musiał akurat przyjść.

- Marika, Marika...Ja Cię przepraszam, naprawdę... Na śmierć zapomniałem o tym... Przepraszam...- po jego twarzy było widać wielkie zdenerwowanie i przejęcie tym, musiało mu naprawdę zależeć na Rice.
-Nic, nie szkodzi. Siadaj.- powiedziała, jednak zabolały ją jego słowa. Zapomniał... Ona czekała na niego tyle czasu, zaufała mu, a on bezczelnie zapomniał...No ale nic, może coś jeszcze z tego wyjdzie..
- Dobra, to ja stawiam. Co zamówić?
- Nie wiem, chyba nic. Czekając na Ciebie wypiłam dwie kawy.

Mimo tego mężczyzna nie odpuścił i zamówił dla niej i dla siebie jej ulubione ciasto 3 bita (chociaż była na diecie)i cappucino. Ciekawe skąd wiedział...

Dużo ze sobą rozmawiali i bardzo się poznali. On się dowiedział o niej np. gdzie mieszka z kim, co chciała zrobić ze swoim życiem. A ona od niego, jakie jest życie Kaulitzów poza tym wszystkim tego Tokio Hotel i w ogóle. Bill był kiedyś jej wielkim idolem myślała, że wie o nim wszystko, ale jednak nie...

- A może pójdziemy gdzieś się przejść? Po parku albo gdzieś indziej- zaproponował kiedy skończyli jeść, a dziewczyna z uśmiechem pokiwała potwierdzająco głową.

Szli pięknymi zielonymi alejkami. Śmiali się z ludzi przechodzących obok nich, z siebie samych... Marika dalej nie mogła uwierzyć w to co się dzieje, gdyby to komuś powiedziała to na pewno by nie uwierzył. Tak, ona taka zwykła dziewczyna, taka szara myszka zabawia się w najlepsze z taką wielką gwiazdą Billem Kaulitzem we własnej osobie. W pewnym momencie złapał ją za rękę...Oh jakie ją niesamowicie przyjemne ciarki przeszły po całym ciele..Nie odpychała tej ręki, bo po co ma sobie odmawiać takiej przyjemności. To może było też trochę dziwne, ale poczuła od niego zapach piżmu.. On był taki idealny, chyba się zakochała tak naprawdę po raz pierwszy w życiu, ale nie chciała wyciągać żadnych pochopnych wniosków, bo przecież znają się tylko kilka dni..
Wyrwał ją z tego całego rozmyślania szturchając i pokazując jej ławkę. Postanowili więc na niej usiąść.

- Bill, wiesz co?- zaczęła, a on się na nią spojrzał zaciekawionym wzrokiem.- Byłeś kiedyś moim największym idolem, miałam mnóstwo Twoich plakatów, jeździłam na koncerty TH specjalnie dla Ciebie kochałam to w jaki sposób śpiewasz i nawet czasami całowałam te plakaty z Tobą i mam jeszcze kilka wymazanych szminką.- na to wyznanie zaśmiał się psychopatycznie.
- O to czemu nie już nie jestem tym Twoim idolem?
- Sama nie wiem...Może to przez to, że przez ostatnie lata trochę wydoroślałam i moje poglądy tez się trochę zmieniły...- powiedziała lekko zakłopotana, a on się uśmiechnął i ścisnął mocno jej dłoń tak jakby się bał, że gdzieś mu zaraz ucieknie.
- Ja też Ci muszę coś wyznać...Wiesz.. Tamtej nocy... Nie byłem pijany. W sensie byłem, ale wiedziałem jeszcze co się wokół mnie dzieje...
- No wow. Myślisz, że ja jestem taka głupia?
- To wiedziałaś? I nie jesteś zła na mnie? - pokiwała przecząco głową, za co niby miała być zła- Podobałaś mi się taka, wiesz.. chciałbym, żebyś w sumie była taka zawsze...- te słowa ją trochę zniesmaczyły.
- Aha, czyli mam rozumieć, że umówiłeś się ze mną, dlatego że taka byłam wtedy w klubie i chciałeś ze mną zabawić, tak?- powiedziała i puściła się jego ręki.
- Nie, no coś Ty, taką też Cię lubię ja nie jestem taki jak mój brat Tom, ale...
-Ale?
-Ale bardzo mi się wtedy podobałaś, bo nie byłaś taka grzeczna jak teraz...- o nie... trafił w jej czuły punkt, a było już tak pięknie..
- Tak, ja może i jestem grzeczna, ale Ty jesteś skończonym dupkiem i idiotą- wydarła się na niego- Myślałam, że nie jesteś taki, ale się myliłam. Co wtedy Ci się tak bardzo podobałam, ale nie zdążyłeś mnie przelecieć i teraz się ze mną umówiłeś, bo chciałeś to nadrobić tak? To teraz słuchaj- stanęła nad nim i przybliżyła swoją głowę bliżej niego- Nie jesteś mnie wart nawet takiej w wersji pijanej suki. - i uciekła od niego z płaczem.
Coś od początku przeczuwała, że to nie może się udać... No ale było tak pięknie tak cudnie im się rozmawiało, on mógł być dla niej tym jedynym, ale jak wyskoczył z takim tekstem to co się dziwić.. Ona zawsze będzie pecha w miłości...

- Marika, kuźwa zatrzymaj się!- biegł za nią, ale ona i tak nie ustała dopóki jej nie dogonił, i złapał za ramię- Daj mi wszystko wytłumaczyć, proszę...
- Nie, puszczaj mnie i nigdy się więcej do mnie nie zbliżaj, zrozumiano?
Tym razem nie dał jej odejść. Przytrzymał jej głowę i swoje usta przybliżył do jej ust. Chciała się na początku wyrwać... Ale ten pocałunek to było coś cudownego... Czuła takie jakieś dziwne iskry, fajerwerki.. Nie wiedziała do końca jak to nazwać. To na pewno nie był pocałunek żądnego seksu, zboczonego mężczyzny, tylko młodzieńczo zakochanego chłopaka. Stali tak dobre kilka minut... W końcu nastała ta chwila kiedy to niestety musieli się od siebie oderwać.
Ich czoła stykały się o siebie.

- Rika, przepraszam.. Źle mnie zrozumiałaś, to w tym chodziło, o to że no nie wiem.. Ale nie jest tak jak myślisz, że chciałem Cię przelecieć, naprawdę... Wiem, że się ledwo znamy, ale...- położyła mu palec na ustach, więc nie zdążył dokończyć.
- Ciii, nic nie mów. Wybaczyłam Ci już, tylko następnym razem uważaj na słowa, okej?- pokiwał głową, a ona oparła głowę na jego ramieniu..
Bo jak to mówią w bajkach pocałunek prawdziwej miłości przezwycięży wszystko.

.....do czasu....





Demi




Nie mogła uwierzyć w nieodpowiedzialność swojego "przyjaciela" Eda. Co on myśli, że wyjedzie sobie tak z dnia na dzień na sam koniec kraju nie powiadając o tym nikogo to ucieknie od wszystkich problemów? Nie mogła na to pozwolić. On miał fanki karierę, przyjaciół, rodzinę... Wszystko w Londynie. Bardzo się o niego martwi. Teraz jej największym zadaniem jest przyprowadzenie Eda z powrotem. Poszła wsiąść w pierwszy lepszy samolot i poleciała do Hebden Bridge.





***********

Pisałam ten rozdział prawie trzy tygodnie i taki beznadziejny... Przepraszam bardzo za to no.. Nic tu się nie klei, a ja do pisania się nie nadaje, muszę chyba wziąść poczytać więcej książek. Tego Hebden Bridge też do końca pewna nie jest no ale ciul z tym xdd I Demi w tym opowiadaniu będzie taka dziwna.. ostrzegam :D I wiem, że Billrika tak szybko się dzieje i wgl, ale w o to w tym właśnie chodzi lel, potem będzie koniec sielanki i będzie tak fajnie (jak nie popsuje, a to mało prawdopodobne xd)
Dobra, to czekam na hejty bajo! :3

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział Piąty

Marika: 

Dziś postanowiłyśmy z Patricia zrobić razem zakupy. Pierwszy raz od dłuższego czasu wyszłyśmy gdzieś razem tak na dłużej. Obiegłyśmy parę sklepów. Ona miała już ręce zajęte torebkami, a ja mialam z 2 torebki. Postanowiłyśmy jeszcze wpeaść do Kfc coś przekąsić i wracać już do domu. Patricia poszła zamówić coś, a ja zostałam przy stoliku. Kolejki były masakrycznie długie, więc szybko nie wróci. No cóż... siedziałam sama aż w końcu ktoś zasłonił mi oczy.
-Eee...Patricia co tak szybko? - powiedziałam z usmiechem. Jak małe dziecko się bawi.
-Tu nie Patricia- skądś kojarzyłam ten głos... zdjęłam dłonie ze swojej twarzy i odwróciłam się... Bill.
-Bill.. ja ci mówiłam coś na ten temat.- Mówiłam jak do ściany. Bill dosiadł sie. Patricia mnie zabije. Znaczy nie zabije, ale bedzie mnie zadręczać co mnie z nim łączy i jak go poznałam... O nie.
-Ja wiem. Próbowałem, ale nie mogłem przestać o tobie mysleć. Wiem, że to jedna, nic nie znaczaca noc... ale nie musiałaś tak reagować. Nikt nie powiedział że musimy kończyć znajomość. - odpowiedział wokalista z uśmiechem. Spojrzałam w stronę kolejki. Dobra, Patka tak szybko nie wróci.
-Wiem... jednak no nie wiem czy na miejscu jest zaczynac tak znajomość. Jeszcze nie jestem do konca pewna czy niczego nie było...- byłam cała czerwona gdy przypomnialam sobie tamtą noc. 
-Gdybym był moim bratem, to owszem miałabys czego się obawiac. Ja taki nie jestem. Wiem, że na prawde cię nie znam, ale widze że jesteś fajna. Nie widze potrzeby zrywania znajomości, nie powinnaś się nawet krępowac że jestem tam wielkim wokalistą Tokio Hotel czy coś. - posłał mi ciepłe spojrzenie. No własnie to jest problem. Zacząć tak znajomość z taką osobą? Ale cóż... chłopak jak każdy inny... mój dawny idol.
-Dobra, zaryzykujmy. -  Odwzajemniłam uśmiech. Dopóki Patricia nie przyszła, dużo dowiedzieliśmy się o sobie. Nawet wymienilismy sie numerami telefonu.
Bill cały czas trzymał moją dłoń. To było takie miłe. Pierwszy raz odczułam taką bliskość drugiej osoby.
Później wróciła do nas Patricia. Niestety w najgorszym momencie.
-Ouu... A czekaj, czekaj no Mariczka. Kogoś ty tu wyrwała? No, no. Bill Kaulitz, no patrzcie no. A kto by pomyslał że mam taką cwaną siostrunię?- uśmiechnęła się do Billa i potem do mnie.
-Ja może już się będę zbierał... To pa Marika.- Bill pocałował mnie w policzek- To pamiętaj! Jutro jesteśmy umówieni!
Odszedł a Patricia wybuchnęła śmiechem.
-I co rżysz?- powiedziałam poirytowana. Ona nic nie odpowiedziała, a potem spokojnie wróciłyśmy do domu obgadujac oczywiście zajście z rana, kiedy to Ed odwiedził naszą Nate.


Natalie:

Wyszłam już z pracy, a tuż przed drzwiami czekał na mnie Ed. Był kochany. Poczekał aż skończę prace. Jak dżentelmen, otworzył mi drzwi do samochodu. Potem wsiadł obok. Byłam zmęczona po całym dniu pracy. Przejechaliśmy koło mojego domu.
-Ej! Ale ja tam mieszkam!- upomniałam go.
-Wiem. Zobaczysz gdzie jadę.- uśmiechnął się szeroko i zaparkował na obreżach miasta. Rudzielec wyciągnął mnie z samochodu i zaprowadził na pobliski plac zabaw.Nagle w oczach stanęły mi łzy.
-Pamiętasz?- zaczął- To tu... to u cię zobaczyłem po raz pierwszy. - uśmiechnął się i przytulił mnie najmocniej jak tylko potrafił. A ja zaczęłam moczyć mu koszulkę. Pamiętałam! Oczywiście że pamiętałam! Nasze pierwsze spotkanie... i każde kolejne. Każda spędzona razem chwila, to było coś cudownego. Od dzieciństwa najlepszy przyjaciel i miłość zarazem. Nagle przypomniała sobie ich rozstanie. To był największy ból, jakiego kiedykolwiek doznała.
-Ed... I obiecaj, że nigdy więcej mnie już nie opuścisz- powiedziałam.
-Nie opuszcze cię, nigdy. Az do śmeirci- szepnął mi do ucha  i pocałował.Spojrzałam na niego zszokowana. Nie wiedzialam kompletnie co powiedziec. Ale Ed potrafił wyczuć moje zakłopotanie, po prostu zabarl mnie do samochodu i odwiozł do domu.
Umówiliśmy się na jutro, gdyż miałam wolne.W domu przywitał mnie pisk i zapach spalenizny.
-Co tu się wyprawia?!- warknęłam na współlokarotki, widzac ze ignoruja moje przyjście i lataja po całym domu.
-My tylko... probowałyśmy same coś ugotować- zaczęła z uśmiechem Marika.
-No właśnie.... Próbowałyśmy- dodała Patricia i znowu odskoyczy jak oparzone i pobiegły do kuchni. Na litość boską. Wyszłam z domu i poszłam do Mc Donalda coś zjeść.
Zamówiłam bylejaki zestaw i poszłam zajac sobie miejsce. Chciałam sobie sama porozmyślać o swoim zyciu. Nagle wszystko zaczęło nabierać kolorow. Dostałam prace, jakże dobrze płatną i łatwa. Poznałam ciekawych i miłych ludzi. I najwazniejsze- Ed wrócił i obiecuje zostac na zawsze... Jeszcze ten pocałunek. Kołatało mi się do tej pory w główce. Muszę opowiedzieć o tym dziewczynom... Chociaz nie... Już wyobrazam sobie trajkotanie bez sensu Mariki, że sławny pan Sheerad mnie całował i reacje traj-Patrici.
Tak w sumie, to nie powinnam robić sobie nadzieji. Sprójrzmy prawdzie w oczy- Ja, zagubiona i pesymistyczna dziewczyna miałabym szansę u Eda? Jednak mimo wszystko od dziecinstwa go znalam... to zupelnie inna sprawa. Nie jestem jakąs tam zagorzałą fanką w której on ot tak sie zakocha... Znamy się i to od dawna.. Po prostu ta przerwa nas troche oddzielila, zmieniła... 10 lat a dużo różnicy.
Wróciłam do domu, a dziewczyny siedzialy juz na kanapie jedząc popcorn.
-Natalie! Jutro masz wolne, prawda?- powiedziala z błogim uśmiechem Patricia przytulając mnie na ... powitanie. Skinęłam twierdząco głowa a ona wciągnęła powietrze i zaczęła trajkotać jakby włączyli radio...
-Musimy jutro doradzić Marice jak się ma ubrać na rande! No i wgl trzeba ją obeznać w te sprawy bo wiesz... - powiedziała z  bananem na twarzy. Moja kochana Riczka i randka? O, to coś nowego, wartego uwagi.
-A co to za szczesciarz? Zawsze spławiałaś takich dupkow, zaden ci nie pasował od czasów gimnazjum.
Marika obdarzyła mnie ciepłym spojrzeniem. Widać było że jest szczesliwa. Cała aż promieniała ze szczescia. Nie dziwie się, ona zawsze była taka ... no cóż. Była z nas tak jakby najrozsądniejsza i najbardziej odpowiedzialną. Taka nasza Mamuska. Denerowaly ja takie sprawy, myślała tylko o poważnych rzeczach, nie kręciły ją zwiazki bo twierdzila ze nikogo jeszcze takiego nie poznała. Nie chodziła na imprezy ani nic... Nawet ja czasem sobie pozwalalam, a ona nigdy. A tu nagle bum. Szara myszka się skonczyła.
-To... Bill Kaulitz- powiedziała i widziałam jak się rumieni. Kto by pomyslal? A czy ja dopiero się zastanawiałam, czy zwiazek normalnej dziewczyny z gwiazdorem ma sens? No ładnie, ładnie.
Przytuliłam Marike i zaczęłyśmy wieczorny seans filmowy z dobrym gadaniem na wszystkie tematy. Jednak dzis te tematy to było TE TEMATY O MARICE I BILLU.

________________________________________
Hello, hello :v
Tu Marta i dziś ( a raczej pare dni ^^) to ja pisałam 5 rozdział XDD
Trochę krótko ale zator mozgowy nie pozwala nic więcej pisać.

Ps. Natka kocha ssać przemoczone piwem skarpetki XDD 


piątek, 1 maja 2015

Oneshot #1 Torika "Rysunki"

Ona zwykła, biedna dziewczyna...On chłopak o wielkim talencie i niebanalnej pięknej urodzie. Pewien ktoś by powiedział, że między nimi nie może zaistnieć jakiekolwiek uczucie

...A może jednak...?

Zawsze od tej przychodził o tej samej godzinie do parku i grał na gitarze...Ona też zawsze tam była...Podziwiała jego grę i to jak pięknie kręcił przy tym głową... i te jego cudowne dredy...Chciała by je kiedyś dotknąć i tak związać na wielki supeł... Ale to niemożliwe, bo nigdy jej nawet na tej ławce nie zauważał...
Miała pewien talent.. Uwielbiała to rysować
A najczęściej rysowała właśnie jego ... Ile ona miała jego rysunków...Pokój miała cały pozaklejany jego podobiznami, a jak ktoś się jej pytał kim jest to zawsze odpowiadała "To postać z moich snów".


Keiner weiss 
wie's dir geht
Keiner da 
der dich versteht 
Der Tag war dunkel 
und allein 



...Jedna chwila...
...Jedno spotkanie...
...Odmieniło jej życie...


Dein Leben sinnentleert 
Deine Schatten tonnenschwer 
Und alles was du jetzt brauchst 
Hast du nicht 
Du suchst den Regenbogen 
Es liegt tot vor dir am Boden 


Usiadła w tym miejscu co zwykle.
Ale jego tam nie było...
Postanowiła poczekać jeszcze, może dzisiaj przejdzie trochę później.

-Cześć. Mogę się przysiąść?- To on. Odezwał się do niej. Zauważył ją. Chce obok niej usiąść.
Pokiwała twierdząco głową. Zajął,więc miejsce.

- Jak masz na imię? Widziałem Cię tu kilka razy, ale bałem się zagadać. -On się bał? On? Doprawdy?

-Marika. A Ty? -pomyślała przez chwilę. - Dobrze mi się tu rysuje.

- Ja Tom. A pokażesz mi któryś ze swoich rysunków?- zapytał, wzrok miał dziwnie pusty, a wyraz twarzy smutny. Miała ochotę go przytulić.

- Nie, nie ma co pokazywać, naprawdę. Coś Cię trapi? - przypatrzyła mu się uważnie.

-Nie, nic.- nie chciał nic mówić aż wkońcu wymiękł.- Kocham muzykę, kocham grać na gitarze, to moja pasja... Ale nie mogę nic z tym zrobić...Mój ojciec...On chce, żebym został tak jak on lekarzem i mi nie daje nawet grać tu w tym durnym parku, bo podobno zaniedbuje naukę. - schował twarz w dłoniach. Zdziwiło ją trochę to, że tak szybko się przed nią otworzył, ale musiała coś z tym zrobić... przecież nie mogła pozwolić na to by przestał to robić...

-Postaw mu się. Nie pozwól na to by kontrolował Twoim życiem. Nie ma nad nim władzy... Ty jedyny masz...- popatrzał się z zaskoczeniem na nią i chwilę zastanowił.

- Wiesz co? Masz rację. Dzięki wielkie. Pójdę teraz i mu to powiem.- rzekł, wstał z ławki i poszedł pospiesznie w stronę domu.


....Nie ma za co...Może jeszcze tu wrócisz...


Na następny dzień, przyszła tam znowu. On tam był i robił to co zawsze. Na jej widok szeroko się uśmiechnął. Ona ten uśmiech odwzajemniła. Usiadła i zaczęła go rysować. Podziwiała jego swobodne ruchy palcami po strunach tego wspaniałego instrumentu...
Kiedy w końcu skończył grać, usiadł obok niej.
-Co tam rysujesz? - spoglądał okiem na kartkę, a ona chowała ją tak, żeby nie widział- No weź pokaż. - uległa jego smutnym oczkom i pokazała- Wow, to ja?- pokiwała nieśmiało głową.- Masz talent, naprawdę.- powiedział z uznaniem z czym ją lekko zawstydził.
-Dziękuję. Jak tam poszło z tatą?- próbowała zmienić temat.
- A, na początku trochę pokrzyczał, ja niego...Ale potem jeszcze jak brat się za mną wstawił to ustąpił. -popatrzał się na gitarę, a za chwilę na dziewczynę. - Jeszcze raz dzięki.
-Nie ma za co. Masz prawo robić to co kochasz. - uśmiechnęła się. - Nauczysz mnie grać na gitarze? Proszę.- złożyła ręce jak do modlitwy, a on pokiwał wesoło głową.
Miło wspólnie im się spędzało czas, nauczyli się wiele od siebie nawzajem.
Tak było teraz w dzień w dzień . Zawsze spotykali się w takich samych okolicznościach.


Ich bin da 
Wenn du willst 
Schau dich um 
Dann siehst du mich 
Ganz egal 
Wo du bist 
Wenn du nach mir greifst 
Dann halt ich dich 


...Zawsze...


Doszło nawet do ich pocałunku...Tak mocno się w sobie zakochali...

...Ona codziennie wykonywała dla niego nowy rysunek...

...Aż w końcu czar prysł...

Przyszedł do niej do domu. Zapukał do drzwi. Otworzyła.

-Marika, musimy szybko pogadać. -był dziwnie zaniepokojony.

-No dobra, wejdź do środka.

-Nie, nie mam czasu. Muszę powiedzieć Ci to teraz, w tej chwili. - zamienił w wystraszonego i smutnego.

-No to mów, czekam.

- Wyprowadzamy się do Stanów Zjednoczonych. - stała jak posąg- I to już teraz. Czekają na mnie samochodem. Przepraszam, że Ci wcześniej nie powiedziałem, ale nie mogłem... Będę rozwijać swoją karierę... - jeszcze bardziej posmutniał, a ją w tym momencie zamarło... przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć... Łezka popłynęła policzku...

-A co z nami? -głos jej się trząsł.


Wenn du die Welt nicht mehr verstehst
Und jeder Tag im Nichts vergeht
Wenn sich der Sturm nicht mehr legt
Und Du die Nacht nicht mehr erträgst
Ich bin da wenn Du willst
Ganz egal wo du bist


...Po raz ostatni...

- Nie wiem, ale pamiętaj że bardzo Cię kocham- po twarzach ich obydwu spływało morze łez- Żegnaj Marika- powiedział to i odszedł.

...Zobaczyła go ostatni raz...

Ich bin da
Ich bin da, wenn du willst
Ich bin da, ganz egal wo du bist
Ich bin da, schau in dich rein dann siehst du mich
Ich bin da,
Wenn du nach mir greifst dann halt ich dich
Ich bin da wenn du willst ganz egal wo du bist*

Kilka lat później...
Tom teraz gra razem z bratem w znanym na całym świecie zespole Tokio Hotel...Pisze czasami często dla niej piosenki...A ona? Ma już narzeczonego, ale dalej myśli o Tomie. Nikogo nigdy już nie pokocha tak jak jego...

...A kiedy ma złe chwile patrzy na niego na te rysunki z nim...


_____________

Marta myślała, że pisze rozdział, a je se shota o niej i Tomie pisałam XD Postanowiłam pisać takie o. I to mi się podoba! Serio xd Fajnie mi się jakoś tak pisze. Na początku będą z naszymi "chleboszami", a potem takie różne moje shippy z seriali itp. ;3 

*Tokio Hotel-An Deiner Seite 

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział czwarty

MARIKA

Obudziła się prawie naga leżąc długowłosego wokalisty. Nie wiedziała zupełnie co się dzieje.Strasznie bolała ją głową. Przetarła jeszcze raz dobrze oczy. Jedyne co pamiętała, to to że buntując się przeciwko siostrze i jej przyjaciółce poszła do klubu, a tam poznała Kaultiza, i chyba trochę z nim wypiła. Starała się za wszelką cenę go obudzić, bo chciała z nim to wyjaśnić.
-Bill!! Z zespołu Cie wywalili!- wydarła się, a ten wyrwał jakby miał mrówki w tyłku.
-Co?! Gdzie?! Jak?!
-Gościu co tu się dzieje?! Co ja tu robię w łóżku naga z TOBĄ?! Masz mi to w tej chwili wszystko wyjaśnić!- darła się na cały głos, słychać ją było pewnie w całym budynku.
- Ale ja nic nie pamiętam serio...- kłamał, tak naprawdę pamiętał wszystko tylko nie chciał się jej do tego przyznać.- Idioto mów prawde!- szarpała go mocno za barki, a z oczu leciały jej niechciane łzy.
-Spokojnie, nic nie zrobiliśmy. Tylko Ty się opiłaś, zaczęłaś tańczyć na rurze, a robiłaś to mega seksownie to mnie trochę poniosło i...- Marika waląca go z liścia prosto w twarz nie dała mu dokończyć-Ej, a to za co? To przecież wszystko Twoja wina.
W tym momencie dziewczyna się załamała. Usiadła na podłodze schowała głowę w kolanach i zaczęła głośno szlochać. On miał rację. Tak, to była jej wina. Bo gdyby nie chciała się tak zmieniać na siłę i nie poszła do tego klubu to by nic takiego nie miało miejsca. Może nic nie zrobili, ale mało brakowało i wyszła przy wszystkich na jedną z tych cholernych dziwek. Mogła zostać u siebie w domu. Ale nie... Ona zawsze musi być tą inną, zawsze będzie zazdrosna o swoją siostrę... zawsze.
Mężczyzna się przejął, usiadł obok niej i próbował pocieszyć.
-Przepraszam, nie chciałem Cie zranić naprawdę. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...nawet nic nie zrobiliśmy...- a ona gwałtownie się od niego odsunęła.
-Daj mi spokój! Nie zbliżaj się więcej do mnie!- wstała i powoli zaczęła się ubierać.- Zapomnij o mnie, ja też zapomne o Tobie na zawsze to wszystko będzie pięknie.
-No dobra. A może Cię trochę odprowadze?
-Nie. - powiedziała to stanowczym głosem i wyszła trzaskając przy tym drzwiami.

Z pomieszczenia wychodziła po cichu, tak aby nikt jej nie zauważył. Było już dawno po południu, zaczynało się nawet robić ciemno. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Postanowiła wrócić do dziewczyn, zdała sobie sprawę, że za nimi mimo wszystko się stęskniła. Ale i  tak już nie będzie taka grzeczniutka jak kiedyś....No oczywiście nie będzie robiła już takich numerów jak teraz... ale się zmieni.
Kiedy była już w domu, to do swojego pokoju skradała się cichutko jak myszka- co nawet nie było konieczne, bo w domu nie było nikogo. Położyła się w łóżku i powoli próbowała zasnąć.

******** NASTĘPNEGO DNIA RANO
ED

To była ciężka noc. Po takim pełnym wrażeń dniu naprawdę ciężko mi było zasnąć. Spotkałem wreszcie moją Natę...tak moją... było cudownie, przez chwilę nawet tak jak za dawnych lat, ale później działo się tak jakby latał nad nami jakiś zły czarodziej machnął tą swoją różdżką i wszystko co do dobre odczarował. Co znaczyły te jej słowa " nie zdajesz sobie sprawy jak ją Cię kochałam"...Kochała mnie? Naprawdę? Jaki ja byłem ( i nadal zresztą jestem) ślepy... Gdybym to wiedział to bym, przecież nigdy nie zostawił.. A ja też byłem w niej bardzo zakochany od samego początku, ale chyba tak naprawdę przed tą miłością uciekałem jak największy na świecie tchórz, tylko nigdy nie chciałem tego, żeby cierpiała..
Nienawidzę siebie... Zrobię teraz wszystko, żeby ją znowu znaleźć.
Opowiadała mi wczoraj, na której ulicy mieszka i to w małej starej kamienicy. Trochę to spory kawałek ode mnie, ale nie obchodzi mnie to, zjem , ubiore się i tam do niej pójdę.
Tak, to jest chyba ten budynek, w którym mieszka Nati. Boję się trochę tam wejść, no ale cóż, może się uda...
Nie żartowała ze z starością tej kamienicy. Naprawdę ona była chyba budowana dwa wieki temu... Ale nieważne... Chwila. Które to było piętro? Trzecie. Tak, na pewno, a który numer...się zaraz okaże. Popukałem kilka razy do pietwszych z brzegu drzwi, a po chwili otworzyła mi je długowłosa blondynka wyglądająca na wielce zmęczoną.
- Mieszka tu może Natalie?
-Ty jesteś Ed Sheeran! O kurwa! Naataa ta wielka gwiazda Ed Sheeran do nas przyszedł i jeszcze się o Ciebie pyta! Naaataaa!!- ta, czyli trafiłem dobrze, a to musi być jej jakaś niedorobiona koleżanka.
-Jeju, dobra dobra, ale nie krzycz już tak, bo sąsiedzi zaczną na nas skarżyć- Nati miała na sobie uroczą piżamę w króliczki (zawsze je uwielbiała)...skierowała swoje spojrzenie na mnie. - Co Ty robisz? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
-Mówiłaś mi coś tam wczoraj, chciałem pogadać. - a jej współlokatorka patrzała badawczym wzrokiem raz to na mnie, a raz na nią... chyba już wiem o co będzie się wypytywała kiedy pójdę.
-Teraz to ja muszę iść do pracy- albo mi wybaczyła albo taką grała przy blondynce.
-O to pójdę z Tobą! Ubierz się szybko, a ja tu poczekam.
- Okej....
Poszła i zamknęła mi drzwi przed nosem. Minęły jakieś dwie minuty, była już gotowa. Ubrała w śliczną lekko przykrótkawą białą sukienkę sukienkę z koronką czarny średniej długości sweterek i fajne ciemne nie za bardzo wysokie szpilki na grubym obcasie, a włosy jak zwykle miała rozpuszczone.
Wyszliśmy z kamienicy jak razie bez słowa.
-Nata, ja już tak nie mogę...Bardzo mocno Cię przepraszam to ... -zacząłem, ale ona nie dała mi powiedzieć do końca, przyłożyła mi tylko do ust palec, żebym się uciszył.
-Spokojnie nic już nie mów. Wybaczyłam Ci- uśmiechnęła się lekko- Na ile tu przyjechałeś?
-Chyba na zawsze- po wyrazie jej twarzy było widać, że jest zaskoczona, ale też ucieszona.
-Naprawdę?
-Tak- odpowiedziałem z uśmiechem.

Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy, było cudownie i chyba teraz nic nie mogło popsuć nam tej chwili. Kiedy doszliśmy do celu- ogromnego budynku, w którym znajdowała się praca Natalie- weszliśmy do środka.
Wnętrze również wyglądało imponująco.
-No już jesteśmy, ja muszę iść pracować, a Ty co zrobisz? - powiedziała z uśmiechem, ale za nim zdążyłem jej odpowiedzieć przybiegła do nas dziewczyna z różowymi włosami i uściskała moją przyjaciółke.
-Nati! Nati! Nati! Jejku gdzieś Ty była Nati- powoli zaczynałem się bać, że ją za chwile udusi, a po chwili od niej gwałtownie odskoczyła, bo zauważyła mnie i spoglądała się na mnie z szeroko otwartą buzią- Ed Sheeran?! O matko matko matko!! Jestem Twoją wielką fanką!- wykrzyczała i teraz zaczęła wyściskiwać, a Nata śmiała się jak oszalała.
-No i czego rżysz- wzruciłem się do niej.
-Nic, nic. Domi weź go zostaw, potem Ci załatwie autograf od niego.- puściła mnie... wreszcie.
-A Ty skąd go znasz- spytała zaciekawiona.
-To mój dawny przyjaciel.
-Ahaa. Nata, my chyba musimy poważnie porozmawiać- ciekawe o co jej może chodzić.
-Dobra, a Ty Edzio już lepiej idź.
-Okej, a której mam tu na Ciebie czekać?
-Bądź tak koło 16:00
Uśmiechnąłem się i poszedłem w stronę drzwi. Nie mogę uwierzyć jeszcze, że to się dzieje. Chyba się w niej zakochałem od nowa.

*********** PATRICIA

Czuła się fatalnie. Zawroty głowy, ciągłe wymioty, omdlenia... Jak mogła do czegoś takiego doprowadzić? Szkoda, że się nie wrodziła do swojej grzeczniutkiej siostry, wtedy by nigdy nie miała takich problemów...Właśnie...Gdzie ona jest? Wróciła już do w ogóle do domu? Bo nie słyszała, ale ona teraz jest w zupełnie innym świecie to mogła nie słyszeć. Była tak tego ciekawa, że postanowiła wejść do jej pokoju.
Tak, była tam. Leżała na łóżku i bawiła się telefonem, nawet na nią nie spojrzała...
- O jednak wróciłaś. Gdzie się podziewałaś.
-Nie Twój interes.- dalej nawet nie podniosła wzroku.
- Jestem w ciąży, wiesz?- było jej trochę smutno, że siostra nie zwraca na nią uwagi.
- Ojejku, jakaś Ty biedna kochana siostrzycko. Co mam teraz Cię przytulić i Cię po główce pogłaskać. -zachowywała się jakby nie miała wcale serca.
-O co Ci chodzi?! Co ja Ci  kurwa takiego zrobiłam?!- nie wytrzymała.
-Co zrobiłaś? No to teraz pomyśl, a nie sorry Ty nie umiesz myśleć...
-Co to moja wina, że Ty zawsze byłaś taka grzeczny i milutka?
-Zawsze żyje w cieniu Ciebie, zawsze...-poleciała jej po policzku jedna, malutka łza, którą szybko zetarła- Przez całe życie się tobą opiekuje, bo Cię kocham, a Ty mi nigdy nie okazujesz za to wdzięczności tylko jeszcze robisz mi na złość..
Patce, zabrakło w tym momencie słów. Łzy stanęły jej w oczach. Usiadła obok Mariki i objęła ją mocno.
-Riczka, przepraszam...Nie wiedziałam nigdy co czujesz...Powinnaś skarżyć, przepraszam... -poleciały jej łzy.
Dziewczyna nic już nie powiedziała tylko ją mocno przytuliła i tak siedziały w uścisku przez dłuższy czas...Bo siostrzana więź przezwycięży wszystko...





________

To jest beznadziejne wiem. Wszystko jest bez sensu. Dużo dialogów. Prówałam być śmieszna, ale mi to nie wyszło. Wiem.
Tak to jest jak się pisze z gorączką... Hejtować proszę...

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział trzeci

MARIKA

Po raz w życiu znalazła się w takim miejscu. Ani trochę jej się tu nie podobało. Bardzo głośna klubowa muzyka( przez którą nie można było usłyszeć nawet własnych myśli) doprowadzała ją do szału, a pijacy obciskujący się  i zdejmujący z siebie wzajemnie ciuchy jeszcze... a o tych tańcących na rurze i prawiających seks z każdym za pieniądze to już szkoda gadać... Nie mogła zrozumieć jak jej siostra może ciągle żyć w czymś takim. Mimo to wszystko jednak się nie poddała, musiała w końcu zmienić coś w swoim życiu.
Zdjęła kurteczkę rozstrzepała trochę włosy, podeszła do bufetu i usiadła na krześle przy nim stojącym. Obok niej siedział chłopak ze smutnym spojerzeniem, miał makijaż oraz dłuższe włosy od niej samej ... kogoś jej przypominał, ale też bardzo się jej spodobał, więc postanowiła do niego zagadać.
-Hej, a Ty co tak sam siedzisz?-zapytała zaczepnie.
-Życie mi się wali... Co mam niby innego robić...-powiedział nawet na nią nie spoglądając, cały czas patrzył przed siebie pustym wzrokiem.
Nie wiedziała teraz co mu odpowiedzieć. Między nimi panowała niezręczna cisza dopóki dopóki nie przerwał jej barman pytający czy chcą coś do picia.
-Tequile poproszę- rzekł chłopak.
-O to ja to samo co on.
Siedzieli teraz pijąc zamówiony napój, ale dalej nic się do siebie nie odzywali.
- Ej, ja Cię skądś znam. Kim Ty jesteś? - zapytała wreszcie próbując nasiązać jakiś temat.
-Bill Kautliz. Tokio Hotel, kojarzysz?- powiedział wreszcie odwracając do niej głowę lekko przy tym się uśmiechając.
Dziewczyna chwilowo zamarła... Nie mogła uwierzyć, że siedzi obok swojego dawnego idola i jeszcze do tego z nim pije..
- To naprawdę Ty?! O boże wiedziałam, że Ciebie skądś kojarze, wiedziałam!- była cała uradowana, prawie to wykrzyczyła, a chłopak tylko się uśmiechnął. -Ja jestem Marika Schwarz
-Miło mi Cię poznać Mariko.

Później świetnie się bawili w swoim towarzystwie, dużo się o sobie nawzajem dowiedzieli, a picie tequili nie skończyło się na jednym kieliszku... A że Marika ma strasznie słabą głowę do picia, ledwo co kojarzyła co się dzieje. Wstała ze swojego miejsca i poszła w tańczyć na rurze, a Bill podążył za nią. Jej ruchy jak na komletną amatorkę były niesamowicie zmysłowe i seksowne, nie mogła się opędzić od spojrzeń różnych mężczyzn, a szczególnie Kautliza. Chłopak podszedł koło niej, złapał ją za pośladki, potem za piersi i wreszcie zaczął ją namiętnie całować po prawie każdej części ciała. Ona oczywiście nie sprzeciwiała się jego zalotom. Zabrał ją do klubowego pokoju i tam za nim zrobili cokolwiek zrobić obydwoje zasnęli.

********* NATALIE

Stało to czego od początku obawiałyśmy się najbardziej... Pati jest w ciąży i to jeszcze z człowiekiem, którego nie pamięta, nie wie jak wygląda ani nic... To mógł pijany stary dziadzio... Teraz śpi i raczej prędko nie wstanie po wczorajszym i dobrze potrzebuje teraz tego odpoczynku.
Nie idę dzisiaj do pracy. Nie mam ochoty patrzeć na tego palanta, a poza tym muszę zostać z przyjaciółką. Napiszę najwyżej później do Domi, żeby poinformowała Crawforda, że mnie nie będzie dzisiaj, bo się źle czuję i muszę zostać w domu. On mnie nie zwolni... Tym bardziej, że się idiocie podobam.
Pójdę chyba zjeść coś na mieście i od razu kupię coś Patrycii do zjedzenia po tym jak się obudzi.

Przyszłam do mojej ulubionej "restauracji". Gotują tu naprawdę zdrowo i bardzo smacznie. Sobie zamówiłam sałatkę z kurczakiem i Patce to samo tylko na wynos. Usiadłam przy stoliku pod oknem i zajadałam się moim daniem.
Przez ten cały czas zastanawiałam co się dzieje z Mariką. Nie wróciła na noc... Próbowałam do niej dzwonić kilka razy, ale zawsze włączała się poczta głosowa... Wyłączyła telefon... A może wcale nie żartowała z tym co wczoraj mówiła. A co jeśli już nigdy do nas nie wróci? W sumie to bym jej się nie zdziwiła, bo to co ostatnio wyprawiała jej siostra było naprawdę niezbyt normalne...Ale co ze mną? Będzie mi bardzo brakowało mojej Riki... Mieszkam już z nią i Pati prawie 3 lata, więc przez ten czas bardzo się do siebie przywiązałyśmy, i stała się też  moją przyjaciółką. Mam nadzieję, że wróci...
Przyglądałam się do okoła ludziom, widziałam na ich twarzach strach, smutek i zmęczenie. Taka jest właśnie rzeczywistość tego cholernego świata... Aż straciłam apetyt, a jednak zjadłam do końca. Zostawiłam pusty talerz na stoliku, porcję Patki spakowałam do torebki, pożegnałam się i wyszłam z pomieszczenia. Mieszkam na sąsiedniej ulicy, więc nie mam dalekiej drogi do domu....Ale chwila... Ktoś stoi tam i wypytuje się o coś gromadkę ludzi. Wszędzie bym rozponała tą rudą czuprynę...Nie to niemożliwe... Podejdę do niego i zobaczę...Ale nie Nata nawet się nie łudź...to nie może być on..
Kiedy został sam, podeszłam, potknęłam się specjalnie i lekko się o niego potarłam, po to żeby się na mnie spojrzał...
O kurwa...

********ED

Nie wierze... To jest ona... Moja Natalie... Wreszcie ją znalazłem...a raczej to ona znalazła mnie... Nic się od tamtego czasu nie zmieniła, no może tylko trochę wygłodniały...Oboje patrzymy na siebie jak wryci. Nie wiem czy dam rade cokolwiek z siebie wydusić, a jednak...
-Na-ta?
-Edzio- powiedziała ze świeczkami w oczach, chyba się zaraz rozpłacze i ja chyba też..
Uśmiechnąłem się szeroko, a ona wskoczyła mi prosto w ramiona. Z chęcią odwzajemniłem uścisk...To jedna z najszczęśliwszych chwil mojego życia... Staleśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę, nie obchodziło nas, to że inni ludzie się na nas gapią. Ale Nata oderwała się gwałtownie ode mnie, tak jakby nagle się ocknęła. Była cała zalana w łzach.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło...-ale za co Ty mnie przepraszasz...- Idę do domu, ale możemy się trochę przejść i pogadać, chcesz?- pokiwałem głową.

Pochodziliśmy tak po całym mieście. Byliśmy nawet na naszym starym placu zabaw. Nic się na nim nie zmieniło. Wszystko stoi tak jak było... Nawet dzieci tak jak dawniej tu nie przychodzą...bo to zawsze było tylko nasze miejsce... Powspominaliśmy stare czasy, pogadaliśmy o tym co się dzieje teraz u nas, pośmialiśmy...Było prawie tak samo jak dawniej. Tylko kiedy chodziliśmy po parku strasznie posmutniała, nie odezwała się do mnie ani jednym słowem.
-Nata, co się dzieje?- spytałem zmartwiony.
-Nic.
-Przecież widzę, że coś jest...Powiesz mi?- złapałem ją, za ręke, ale ona się szybko się ode mnie odsunęła.
-Po co tu przyjechałeś?-powiedziała zdenerwowana.
-Bo chciałem załatwić kilka spraw... i zobaczyć co u Ciebie słychać.
-Aha, czyżby?  Teraz Cię zaczęłam interesować?! Gdzie byłeś te dziesięć lat kiedy tak Cię potrzebowałam...Przyrzekłeś mi, że wrócisz!- nigdy nie widziałem jej takiej złej i smutnej...
-Miałem do Ciebie przyjechać, ale nie chciałem, żebyś cierpiała.
-Nie chciałeś, żebym cierpiała? Och jakiś Ty myślący i troskliwy... No tylko nie za bardzo Ci to wyszło.
- Przyjechałem tu, bo za Tobą się stęskniłem i chciałem Cię odnaleźć. Zrozum.
-No to wcześnie się obudziłeś...Ale z Ciebie dupek... Idioto Ty nie zdajesz sobie sprawy jak ją Cie kochałam..-wykrzyczyła to przez łzy i odeszła, a mnie zamurowało... jak mogłem być takim idiotą...
-Nata poczekaj- zawołałem i pobiegłem za nią- Przepraszam
-Nie zbliżaj się więcej do mnie, nie chce Cie już znać. Wracaj do tego swojego Londynu.
Zostałem już tam i pozwoliłem jej odejść. Chyba właśnie straciłem jedną z najważnieszych osób w życiu...Ale nie ja nie poddam się tak łatwo..

******* NATALIE

Jestem załamana, czuję się teraz okropnie, łzy mi lecą jak oszalałe. Z jednej strony jestem cieszę się, że wrócił, ale z drugiej jestem zła... na niego, bo zrobił to dopiero teraz i na siebie, bo tak na niego nakrzyczałam. Chcę go jeszcze widzieć, chcę z nim spedzić mnóstwo wspaniałych chwil... naprawdę...





_______________

Rozdział z serii "Zrobiłam tak jak mi kazali".
Masz Patka niekumaty człeku  podpisanie kogo opisuje.
Masz Marto zazdrosna o Patke (xd) tego swojego Billa xD
Sorry, że ten rozdział nie jest taki bardzo długi, no miał być dłuższy, ale nie chciało mi się już dalej pisać xd I sorry za te pogrubione litery...Miały tylko te imiona na początku każdej perspektywy się pogrubić, a pogrubiło się wszystko...Tępota...xD

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział drugi

Patricia na swojej kolejnej imprezie doskonale się bawiła. No zresztą tak jak zwykle, bo alkochol, narkotyki, bijatyki, taniec na rurze i napaleni na nią kolesie-co z każdym z osobna się prześpi- to było coś w czym czuła się najlepiej...To właśnie był jej żywioł... Ale ta impreza trochę różniła się od innych.
Tej nocy w klubie było mnóstwo facetów, którzy zmuszali "dziwki" do picia. Pati upiła się jeszcze bardziej niż zwykle- nie miała zupełnie świadomości co się dzieje. Pewien starszy facet zaciągnął ją do swojego samochodu, rozerwał z niej ciuchy oraz zmusił siłą do bliższego stosunku. Nieświadoma Patka oczywiście nie zdążyła się zabezpieczyć...

Kiedy Patrycia dość dobrze wiedziała co się wokół niej dzieje poszła do domu. Wyglądała fatalnie, była cała rozmazana, rozczoczochrana i jej ciuchy były całe podarte. Ludzie obserwowali ją dziwnymi spojrzeniami. Gdy już doszła do swojego mieszkania nikogo nie było-godzina 9:00, dziewczyny już dawno poszły do pracy- nie zwracała zresztą na nic uwagi tylko od razu położyła się do łóżka, bo miała okropnego kaca.
- Patrycia! Wstawaj! Patrycia! -obudził ją głos starszej siostry Mariki.
- Jeszcze chwila...- powiedziała zaspanym głosem.
-Nie ma żadnego chwila! Patrz, która jest już godzina! Jest już po południu! Jeszcze spójrz na siebie jak Ty wyglądasz idiotko!- krzyknęła bardzo zdenerwowana.
W tym momemencie do pokoju weszła lekko wystraszona Natalie przegryzająca marchewkę.
-Dobra, Rika daj jej spokój. Widzisz w jakim jest stanie...
-Ona przez całe życie jest w takim stanie! Mam już dosyć tego wszystkiego i nie mam zamiaru jej już dłużej niańczyć!- wykrzyczyczała i wybiegła z pokoju...i domu.
-Nie martw się nią, zaraz jej przejdzie. Ej Pati, co Ci jest?!-była cała zielona i poszła szybko do łazienki, kucała nad kiblem dobre pięć minut. Natalie stała przerażona.
-Ty masz kaca prawie zawsze jak wracasz z tych swoich imprez i nigdy nie rzygałaś. Co się dzieje?!
Patrycia tylko wzruszyła ramionami. Bardzo źle się czuła, kręciło jej się w głowie i miała mroczki przed oczami. Chwila... Zaczęła coś kojarzyć z tamtej nocy...O nie to nie może być prawdą...
-Nata, chyba wiem co mi jest...-zamyśliła się jeszcze przez chwilę- Idź do apteki i kup mi test ciążowy.
Dziewczyna osłupiała, ale jednak posłuchała się przyjaciółki i szybko poszła po to o co ją poprosiła.

Natalie szybko wróciła z testem, a Patrycia dalej wtedy siedziała w łazience i wymiotowała.
-Masz to. Ja wyjdę a Ty sobie sprawdź.
I tak stało. Ona po chwili wyszła cała blada i zalana łzami.
-No i jak?- pokazała jej wynik.
Nata, mocno ją przytuliła i powtarzała ciągle do ucha, że wszystko się jakoś dobrze ułoży.
Tak, wynik był pozytywny.

************

Błąkała się sama po ulicy. Zupełnie nie wiedziała gdzie pójść, co ze sobą teraz zrobić... Prędzej czy później wróci do dziewczyn, nie może ich  zostawić tak samych ale... Nie, teraz wszystko się zmieni. Miała już dosyć takiego życia. Większość kobiet w jej wieku ma już męża, dzieci, a ona...Zawsze żyła w cieniu swojej siostry, jeszcze do tego doszło, że musi się opiekować ją i jej od siedmiu boleści przyjaciółeczką. Koniec z tym. Poszła do klubu i postanowiła poderwać jakiegoś, a może i nawet dwóch czas pokaże. Musiała raz na zawsze zmienić swoje życie. Koniec z szarą myszką.

***********

Wróciła z pracy. Bardzo chciała odpocząć. Włączyła w tv swój ulubiony serial i usiadła wygodnie na kanapie. Mieszkała na chwilę obecną sama z dwoma kotami w małym mieszkanku w starej kamienicy. Zaczęła rozmyślać nad sprawami dzisiejszego dnia. Poznała bardzo miłą dziewczynę, która chyba za niedługo stanie się jej przyjaciółką...Tylko dlaczego tak szybko uciekła...Ona płakała, widziała to. Wiedziała, że coś ją trapiło i musi jej pomóc. Nigdy nie miała żadnej takiej prawdziwej przyjaciółki, wszystkie się tylko za nie podawały...
A jej włosy i pan Crawford. Mimo, że wiedziała jak traktuje  kobiety to bardzo jej się  podobał. To dla niego poszła do tej pracy. Dla niego chciała zostać asystenką. Dobrze, że nie podoba się Natalie to o niego powalczy i to on będzie tym, z którym w przyszłości założy rodzinę.

***********

Nie mógł nigdy uwierzyć w to jakie kobiety potrafią być naiwne. Teraz leży w łóżku z kolejną z nich. Normalna jakaś, prosta blondynka spotkana na ulicy, nigdy mu nie dorówna, ale całuje nieźle...
Jego największym celem była ta nowa, Natalie czy jak jej tam...Cholernie go pociągała i wygląda na taką dostępną. Wkońcu i tak podda się jego urokowi. Jeremy zaliczy kolejną laleczkę i będzie mistrzem "swego fachu"




________

Wiem, to jest beznadziejne straszne... Przepraszam naprawdę, ja nie umiem pisać. Tak szybko ten rozdział dodałam, bo byłam pod presją... (Xd) Hejtować...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział pierwszy- czyli wszystko 10 lat później.

Dzisiaj pierwszy dzień w pracy. Szef jest bardzo wymagający. Oby mnie tylko nie wyrzucił po pierwszym dniu, bo architektura wnętrz zawsze była moją pasją...Nie mam zamiaru też przez całe życie włóczyć się po klubach z Patricią i patrzeć jak zdobywa swój kolejny łup. Mnie to nie uszczęśliwia i nigdy raczej nie będzie, ale robię to dla Pati...
Od pierwszej klasy liceum jest moją najlepszą przyjaciółką. Z charakterów jesteśmy jak ogień i woda- ja taka miła,spokojna,ułożona, a ona to zupełne przeciwieństwo. Mimo to jednak szybko się ze sobą dogadałyśmy i teraz nawet  z Mariką, siostrą Patricii wspólnie mieszkamy w małej kamienicy.
Już jestem gotowa do wyjścia zostawię tylko liścik Marice (bo Pati nie wróciła jeszcze z "pracy"), gdzie idę i kiedy wrócę.
Budynek słynnego pana Crawforda jest bardzo wielki oraz nowoczesny, musi w nim mieścić się strasznie dużo ludzi. Ledwo co zdążyłam przekroczyć próg, a już wpadła na mnie jakaś dziewczyna z różowymi włosami rozrzucając przy tym papiery, które trzymała w rękach.
-Och, przepraszam, bardzo przepraszam naprawdę.- była strasznie zdenerwowana, pochyliła się w dół, żeby to pozbierać - To mój pierwszy dzień i jestem zestresowana.
-Nie no nic się stało, daj mi to pomogę Ci nieść. - wzięłam od niej kilka kartek- Ty też pracujesz u pana Crawforda?
-Tak, jestem jego asysestentką, ale na razie tylko na próbę.
-O to super, zaprowadzisz mnie do niego- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Okazało się, że ta dziewczyna ma na imię Dominica. Szybko i łatwo złapałam z nią dobry kontakt, jest bardzo pozytywną osóbką.
Popukałam kilka razy w drzwi, nikt się nie odzywał, aż wkońcu z gabinetu dobiegł potężny, męski głos.
- Proszę wchodzić i nie pukać już więcej. Cholernie boli mnie głowa.
Więc weszłam i zabaczyłam przy biurku umięśnionego- widać dbającego o siebie- bruneta z lekkim zarostem i głęnokimi, niebieskimi oczami... No też trochę śpiącego i z kacowanego.. Ktoś tu chyba zaszalał ostatniej nocy.
-Przepraszam. Ja od dzisiaj tu pracuje i przyszłam do pana po jakieś zlecenie czy coś...- kiedy mnie tylko zobaczył, opadła mu szczęka i przyglądał mi się tak dobrą minutę (ubrałam się, w moją najładniejszą sukienkę, która leży na mnie idealnie... sama nie wiem po co)- Halo!Halo proszę pana!
-Oh wybacz. Panna Natalie, tak? Nieźle wyglądasz- uśmiechnął się do mnie tak intrygująco, czułam uczucie zniesmaczenia.
-Dziękuje, ale nie wiem od kiedy jesteśmy na "ty".
-Oo jaka zadziorna- jego spojrzenie było takie... dziwne- No dobra, masz tu wszystko napisane- dał mi do ręki jakąś kartkę- Jak będziesz wychodzić to zawołaj Dominice tu do mnie- powiedział i pokazał mi ręką wyjście.
No cóż, to chyba będzie ciężka współpraca. Kiedy wyszłam uj rzałam Dominice potykającą się o własne nogi.
-O Domi hej! Nasz szef Cię woła!- powiedziałam głośno z szerokim uśmiechem.
-Okej. Ej Nata jak skończysz to chodź do kawiarenki na dole, pogadamy.

Kiedy skończyłam projektować pokój dla jakiejś dziewczynki, poszłam tam gdzie się umówiłam z Dominicą. Dziewczyna już była na miejscu. Siedziała sama przy małym stoliku z dwoma fliżankami latte i stukała bezradnie łyżeczką o brzeg naczynia. Usiadłam naprzeciwko niej.
-Cześć jak tam? Co siedzisz taka smutna?
-Nie jestem smutna- odpowiedziała smętnie- Zamówiłam Ci kawę mówiłaś, że taką lubisz.
-Dzięki, ale mów mi już w tej chwili co się stało, bo przecież ślepa nie jestem.
-No dobra... Ty wiesz po co on mnie wołał? Co mi powiedział?! Że mam zmienić kolor włosów, "bo klienci się skarżą"! - była tak zdenerwona, że aż prawie wylała cały swój napój.
-Spokojnie nie denerwuj się tak...Nie zwracaj na niego uwagi, nie będziesz zmieniała przecież swojego wyglądu tylko, dlatego że temu dupkowi się to nie podoba- starałam się powoli ją uspokajać.-A jak Cię wyrzuci to wtedy i ja się zwolnie, i znajdziemy o wiele lepszą pracę od tej, zobaczysz!
- Dzięki- uśmiechnęła się, chyba jej poprawiłam humor- Może to dupek, ale ech jest przystojny...
-No, brzydki to on nie jest, ale wiesz wygląd to nie wszystko.-wzięłam dość duży łyk kawy.
-Podobasz mu się- powiedziała to z iskierkami w oczach- Pytał mi się o Ciebie i w ogóle! Obyś tylko nie była jego kolejną ofiarą...-mieszała ciągle swoje Latte.
-Ah czyżby? A on mi nie zbyt... Faceci ogólnie mnie jakoś ostatnio nie interesują.
-Co? Nie gadaj, że jesteś lesbijką-zaśmiała się głośno.
-Nie, nie jestem- lekko ją zignorowałam kontynuowałam picie swojego napoju.
-Ale Ty jesteś taka śliczna, przecież... Nie miałaś nigdy wcześniej chłopaka?
-Nie miałam.
Nie chciałam mówić o Edzie, on nawet nie był moim chłopakiem, ale go bardzo kochałam... Nawet gdybym jej o nim powiedziała to by nie uwierzyła. To jest, przecież teraz taka wielka gwiazda! Ma swoje faneczki, pewnie pewno dziewczyn się za nim ugania i nie pamięta takiej mnie. A obiecał! Obiecał, że wróci... A co? Minęło już dziesięć lat i go nie ma... Robiłam wszystko, żeby o nim zapomnieć, nawet nie słucham jego piosenek ani nic. Cztery lata temu zobaczyłam tylko jak wygląda i więcej nie chce na niego patrzeć. Nigdy chyba o nim nie zapomne... i w nikim się nie zakocham tak jak w nim...
-Ej Nati co się dzieje?! Czemu płaczesz?!- piskliwy głosik Dominici wyrwał mnie z moich myśli, nawet nie zauważyłam kiedy zaczęły mi lecieć łzy.
-Nie, nic naprawdę. Ja już muszę iść. Pa, jeszcze raz wielkie dzięki za kawę.- szybko wyszłam z budynku zanim zdążyła mnie zatrzymać.
O niczym innym teraz nie marzę jak położyć się w swoim milusim łóżeczku. Ten dzień mnie wyczerpał...

***********************

Wreszcie jestem w swoim rodzinnym mieście, bo jak tu mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Przez te dziesięć lat wiele się tu pozmieniało...Muszę załatwić kilka ważnych spraw i najważniejsze zobaczyć się z Natalie. Ciekawe czy mnie jeszcze pamięta...Nie odzywałem się na początku do niej, bo nie chciałem, żeby cierpiała, a później nie było jak... no wiadomo... kariera. Chcę się do niej przytulić, z nią pośmiać, pogadać, podokuczać jej tak jak za dawnych czasów...Bardzo zatęskniłem za nią...Za wszystkimi chwilami z nią spędzonymi...




____
W następnym rozdziale będą cztery perspektywy (albo i nawet więcej), ale chyba w trzeciej osobie, tylko te główne postacie będą w pierwszej osobie, ale zobaczę jeszcze... No to co? Do następnego :3