czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział czwarty

MARIKA

Obudziła się prawie naga leżąc długowłosego wokalisty. Nie wiedziała zupełnie co się dzieje.Strasznie bolała ją głową. Przetarła jeszcze raz dobrze oczy. Jedyne co pamiętała, to to że buntując się przeciwko siostrze i jej przyjaciółce poszła do klubu, a tam poznała Kaultiza, i chyba trochę z nim wypiła. Starała się za wszelką cenę go obudzić, bo chciała z nim to wyjaśnić.
-Bill!! Z zespołu Cie wywalili!- wydarła się, a ten wyrwał jakby miał mrówki w tyłku.
-Co?! Gdzie?! Jak?!
-Gościu co tu się dzieje?! Co ja tu robię w łóżku naga z TOBĄ?! Masz mi to w tej chwili wszystko wyjaśnić!- darła się na cały głos, słychać ją było pewnie w całym budynku.
- Ale ja nic nie pamiętam serio...- kłamał, tak naprawdę pamiętał wszystko tylko nie chciał się jej do tego przyznać.- Idioto mów prawde!- szarpała go mocno za barki, a z oczu leciały jej niechciane łzy.
-Spokojnie, nic nie zrobiliśmy. Tylko Ty się opiłaś, zaczęłaś tańczyć na rurze, a robiłaś to mega seksownie to mnie trochę poniosło i...- Marika waląca go z liścia prosto w twarz nie dała mu dokończyć-Ej, a to za co? To przecież wszystko Twoja wina.
W tym momencie dziewczyna się załamała. Usiadła na podłodze schowała głowę w kolanach i zaczęła głośno szlochać. On miał rację. Tak, to była jej wina. Bo gdyby nie chciała się tak zmieniać na siłę i nie poszła do tego klubu to by nic takiego nie miało miejsca. Może nic nie zrobili, ale mało brakowało i wyszła przy wszystkich na jedną z tych cholernych dziwek. Mogła zostać u siebie w domu. Ale nie... Ona zawsze musi być tą inną, zawsze będzie zazdrosna o swoją siostrę... zawsze.
Mężczyzna się przejął, usiadł obok niej i próbował pocieszyć.
-Przepraszam, nie chciałem Cie zranić naprawdę. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...nawet nic nie zrobiliśmy...- a ona gwałtownie się od niego odsunęła.
-Daj mi spokój! Nie zbliżaj się więcej do mnie!- wstała i powoli zaczęła się ubierać.- Zapomnij o mnie, ja też zapomne o Tobie na zawsze to wszystko będzie pięknie.
-No dobra. A może Cię trochę odprowadze?
-Nie. - powiedziała to stanowczym głosem i wyszła trzaskając przy tym drzwiami.

Z pomieszczenia wychodziła po cichu, tak aby nikt jej nie zauważył. Było już dawno po południu, zaczynało się nawet robić ciemno. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Postanowiła wrócić do dziewczyn, zdała sobie sprawę, że za nimi mimo wszystko się stęskniła. Ale i  tak już nie będzie taka grzeczniutka jak kiedyś....No oczywiście nie będzie robiła już takich numerów jak teraz... ale się zmieni.
Kiedy była już w domu, to do swojego pokoju skradała się cichutko jak myszka- co nawet nie było konieczne, bo w domu nie było nikogo. Położyła się w łóżku i powoli próbowała zasnąć.

******** NASTĘPNEGO DNIA RANO
ED

To była ciężka noc. Po takim pełnym wrażeń dniu naprawdę ciężko mi było zasnąć. Spotkałem wreszcie moją Natę...tak moją... było cudownie, przez chwilę nawet tak jak za dawnych lat, ale później działo się tak jakby latał nad nami jakiś zły czarodziej machnął tą swoją różdżką i wszystko co do dobre odczarował. Co znaczyły te jej słowa " nie zdajesz sobie sprawy jak ją Cię kochałam"...Kochała mnie? Naprawdę? Jaki ja byłem ( i nadal zresztą jestem) ślepy... Gdybym to wiedział to bym, przecież nigdy nie zostawił.. A ja też byłem w niej bardzo zakochany od samego początku, ale chyba tak naprawdę przed tą miłością uciekałem jak największy na świecie tchórz, tylko nigdy nie chciałem tego, żeby cierpiała..
Nienawidzę siebie... Zrobię teraz wszystko, żeby ją znowu znaleźć.
Opowiadała mi wczoraj, na której ulicy mieszka i to w małej starej kamienicy. Trochę to spory kawałek ode mnie, ale nie obchodzi mnie to, zjem , ubiore się i tam do niej pójdę.
Tak, to jest chyba ten budynek, w którym mieszka Nati. Boję się trochę tam wejść, no ale cóż, może się uda...
Nie żartowała ze z starością tej kamienicy. Naprawdę ona była chyba budowana dwa wieki temu... Ale nieważne... Chwila. Które to było piętro? Trzecie. Tak, na pewno, a który numer...się zaraz okaże. Popukałem kilka razy do pietwszych z brzegu drzwi, a po chwili otworzyła mi je długowłosa blondynka wyglądająca na wielce zmęczoną.
- Mieszka tu może Natalie?
-Ty jesteś Ed Sheeran! O kurwa! Naataa ta wielka gwiazda Ed Sheeran do nas przyszedł i jeszcze się o Ciebie pyta! Naaataaa!!- ta, czyli trafiłem dobrze, a to musi być jej jakaś niedorobiona koleżanka.
-Jeju, dobra dobra, ale nie krzycz już tak, bo sąsiedzi zaczną na nas skarżyć- Nati miała na sobie uroczą piżamę w króliczki (zawsze je uwielbiała)...skierowała swoje spojrzenie na mnie. - Co Ty robisz? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
-Mówiłaś mi coś tam wczoraj, chciałem pogadać. - a jej współlokatorka patrzała badawczym wzrokiem raz to na mnie, a raz na nią... chyba już wiem o co będzie się wypytywała kiedy pójdę.
-Teraz to ja muszę iść do pracy- albo mi wybaczyła albo taką grała przy blondynce.
-O to pójdę z Tobą! Ubierz się szybko, a ja tu poczekam.
- Okej....
Poszła i zamknęła mi drzwi przed nosem. Minęły jakieś dwie minuty, była już gotowa. Ubrała w śliczną lekko przykrótkawą białą sukienkę sukienkę z koronką czarny średniej długości sweterek i fajne ciemne nie za bardzo wysokie szpilki na grubym obcasie, a włosy jak zwykle miała rozpuszczone.
Wyszliśmy z kamienicy jak razie bez słowa.
-Nata, ja już tak nie mogę...Bardzo mocno Cię przepraszam to ... -zacząłem, ale ona nie dała mi powiedzieć do końca, przyłożyła mi tylko do ust palec, żebym się uciszył.
-Spokojnie nic już nie mów. Wybaczyłam Ci- uśmiechnęła się lekko- Na ile tu przyjechałeś?
-Chyba na zawsze- po wyrazie jej twarzy było widać, że jest zaskoczona, ale też ucieszona.
-Naprawdę?
-Tak- odpowiedziałem z uśmiechem.

Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy, było cudownie i chyba teraz nic nie mogło popsuć nam tej chwili. Kiedy doszliśmy do celu- ogromnego budynku, w którym znajdowała się praca Natalie- weszliśmy do środka.
Wnętrze również wyglądało imponująco.
-No już jesteśmy, ja muszę iść pracować, a Ty co zrobisz? - powiedziała z uśmiechem, ale za nim zdążyłem jej odpowiedzieć przybiegła do nas dziewczyna z różowymi włosami i uściskała moją przyjaciółke.
-Nati! Nati! Nati! Jejku gdzieś Ty była Nati- powoli zaczynałem się bać, że ją za chwile udusi, a po chwili od niej gwałtownie odskoczyła, bo zauważyła mnie i spoglądała się na mnie z szeroko otwartą buzią- Ed Sheeran?! O matko matko matko!! Jestem Twoją wielką fanką!- wykrzyczała i teraz zaczęła wyściskiwać, a Nata śmiała się jak oszalała.
-No i czego rżysz- wzruciłem się do niej.
-Nic, nic. Domi weź go zostaw, potem Ci załatwie autograf od niego.- puściła mnie... wreszcie.
-A Ty skąd go znasz- spytała zaciekawiona.
-To mój dawny przyjaciel.
-Ahaa. Nata, my chyba musimy poważnie porozmawiać- ciekawe o co jej może chodzić.
-Dobra, a Ty Edzio już lepiej idź.
-Okej, a której mam tu na Ciebie czekać?
-Bądź tak koło 16:00
Uśmiechnąłem się i poszedłem w stronę drzwi. Nie mogę uwierzyć jeszcze, że to się dzieje. Chyba się w niej zakochałem od nowa.

*********** PATRICIA

Czuła się fatalnie. Zawroty głowy, ciągłe wymioty, omdlenia... Jak mogła do czegoś takiego doprowadzić? Szkoda, że się nie wrodziła do swojej grzeczniutkiej siostry, wtedy by nigdy nie miała takich problemów...Właśnie...Gdzie ona jest? Wróciła już do w ogóle do domu? Bo nie słyszała, ale ona teraz jest w zupełnie innym świecie to mogła nie słyszeć. Była tak tego ciekawa, że postanowiła wejść do jej pokoju.
Tak, była tam. Leżała na łóżku i bawiła się telefonem, nawet na nią nie spojrzała...
- O jednak wróciłaś. Gdzie się podziewałaś.
-Nie Twój interes.- dalej nawet nie podniosła wzroku.
- Jestem w ciąży, wiesz?- było jej trochę smutno, że siostra nie zwraca na nią uwagi.
- Ojejku, jakaś Ty biedna kochana siostrzycko. Co mam teraz Cię przytulić i Cię po główce pogłaskać. -zachowywała się jakby nie miała wcale serca.
-O co Ci chodzi?! Co ja Ci  kurwa takiego zrobiłam?!- nie wytrzymała.
-Co zrobiłaś? No to teraz pomyśl, a nie sorry Ty nie umiesz myśleć...
-Co to moja wina, że Ty zawsze byłaś taka grzeczny i milutka?
-Zawsze żyje w cieniu Ciebie, zawsze...-poleciała jej po policzku jedna, malutka łza, którą szybko zetarła- Przez całe życie się tobą opiekuje, bo Cię kocham, a Ty mi nigdy nie okazujesz za to wdzięczności tylko jeszcze robisz mi na złość..
Patce, zabrakło w tym momencie słów. Łzy stanęły jej w oczach. Usiadła obok Mariki i objęła ją mocno.
-Riczka, przepraszam...Nie wiedziałam nigdy co czujesz...Powinnaś skarżyć, przepraszam... -poleciały jej łzy.
Dziewczyna nic już nie powiedziała tylko ją mocno przytuliła i tak siedziały w uścisku przez dłuższy czas...Bo siostrzana więź przezwycięży wszystko...





________

To jest beznadziejne wiem. Wszystko jest bez sensu. Dużo dialogów. Prówałam być śmieszna, ale mi to nie wyszło. Wiem.
Tak to jest jak się pisze z gorączką... Hejtować proszę...

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział trzeci

MARIKA

Po raz w życiu znalazła się w takim miejscu. Ani trochę jej się tu nie podobało. Bardzo głośna klubowa muzyka( przez którą nie można było usłyszeć nawet własnych myśli) doprowadzała ją do szału, a pijacy obciskujący się  i zdejmujący z siebie wzajemnie ciuchy jeszcze... a o tych tańcących na rurze i prawiających seks z każdym za pieniądze to już szkoda gadać... Nie mogła zrozumieć jak jej siostra może ciągle żyć w czymś takim. Mimo to wszystko jednak się nie poddała, musiała w końcu zmienić coś w swoim życiu.
Zdjęła kurteczkę rozstrzepała trochę włosy, podeszła do bufetu i usiadła na krześle przy nim stojącym. Obok niej siedział chłopak ze smutnym spojerzeniem, miał makijaż oraz dłuższe włosy od niej samej ... kogoś jej przypominał, ale też bardzo się jej spodobał, więc postanowiła do niego zagadać.
-Hej, a Ty co tak sam siedzisz?-zapytała zaczepnie.
-Życie mi się wali... Co mam niby innego robić...-powiedział nawet na nią nie spoglądając, cały czas patrzył przed siebie pustym wzrokiem.
Nie wiedziała teraz co mu odpowiedzieć. Między nimi panowała niezręczna cisza dopóki dopóki nie przerwał jej barman pytający czy chcą coś do picia.
-Tequile poproszę- rzekł chłopak.
-O to ja to samo co on.
Siedzieli teraz pijąc zamówiony napój, ale dalej nic się do siebie nie odzywali.
- Ej, ja Cię skądś znam. Kim Ty jesteś? - zapytała wreszcie próbując nasiązać jakiś temat.
-Bill Kautliz. Tokio Hotel, kojarzysz?- powiedział wreszcie odwracając do niej głowę lekko przy tym się uśmiechając.
Dziewczyna chwilowo zamarła... Nie mogła uwierzyć, że siedzi obok swojego dawnego idola i jeszcze do tego z nim pije..
- To naprawdę Ty?! O boże wiedziałam, że Ciebie skądś kojarze, wiedziałam!- była cała uradowana, prawie to wykrzyczyła, a chłopak tylko się uśmiechnął. -Ja jestem Marika Schwarz
-Miło mi Cię poznać Mariko.

Później świetnie się bawili w swoim towarzystwie, dużo się o sobie nawzajem dowiedzieli, a picie tequili nie skończyło się na jednym kieliszku... A że Marika ma strasznie słabą głowę do picia, ledwo co kojarzyła co się dzieje. Wstała ze swojego miejsca i poszła w tańczyć na rurze, a Bill podążył za nią. Jej ruchy jak na komletną amatorkę były niesamowicie zmysłowe i seksowne, nie mogła się opędzić od spojrzeń różnych mężczyzn, a szczególnie Kautliza. Chłopak podszedł koło niej, złapał ją za pośladki, potem za piersi i wreszcie zaczął ją namiętnie całować po prawie każdej części ciała. Ona oczywiście nie sprzeciwiała się jego zalotom. Zabrał ją do klubowego pokoju i tam za nim zrobili cokolwiek zrobić obydwoje zasnęli.

********* NATALIE

Stało to czego od początku obawiałyśmy się najbardziej... Pati jest w ciąży i to jeszcze z człowiekiem, którego nie pamięta, nie wie jak wygląda ani nic... To mógł pijany stary dziadzio... Teraz śpi i raczej prędko nie wstanie po wczorajszym i dobrze potrzebuje teraz tego odpoczynku.
Nie idę dzisiaj do pracy. Nie mam ochoty patrzeć na tego palanta, a poza tym muszę zostać z przyjaciółką. Napiszę najwyżej później do Domi, żeby poinformowała Crawforda, że mnie nie będzie dzisiaj, bo się źle czuję i muszę zostać w domu. On mnie nie zwolni... Tym bardziej, że się idiocie podobam.
Pójdę chyba zjeść coś na mieście i od razu kupię coś Patrycii do zjedzenia po tym jak się obudzi.

Przyszłam do mojej ulubionej "restauracji". Gotują tu naprawdę zdrowo i bardzo smacznie. Sobie zamówiłam sałatkę z kurczakiem i Patce to samo tylko na wynos. Usiadłam przy stoliku pod oknem i zajadałam się moim daniem.
Przez ten cały czas zastanawiałam co się dzieje z Mariką. Nie wróciła na noc... Próbowałam do niej dzwonić kilka razy, ale zawsze włączała się poczta głosowa... Wyłączyła telefon... A może wcale nie żartowała z tym co wczoraj mówiła. A co jeśli już nigdy do nas nie wróci? W sumie to bym jej się nie zdziwiła, bo to co ostatnio wyprawiała jej siostra było naprawdę niezbyt normalne...Ale co ze mną? Będzie mi bardzo brakowało mojej Riki... Mieszkam już z nią i Pati prawie 3 lata, więc przez ten czas bardzo się do siebie przywiązałyśmy, i stała się też  moją przyjaciółką. Mam nadzieję, że wróci...
Przyglądałam się do okoła ludziom, widziałam na ich twarzach strach, smutek i zmęczenie. Taka jest właśnie rzeczywistość tego cholernego świata... Aż straciłam apetyt, a jednak zjadłam do końca. Zostawiłam pusty talerz na stoliku, porcję Patki spakowałam do torebki, pożegnałam się i wyszłam z pomieszczenia. Mieszkam na sąsiedniej ulicy, więc nie mam dalekiej drogi do domu....Ale chwila... Ktoś stoi tam i wypytuje się o coś gromadkę ludzi. Wszędzie bym rozponała tą rudą czuprynę...Nie to niemożliwe... Podejdę do niego i zobaczę...Ale nie Nata nawet się nie łudź...to nie może być on..
Kiedy został sam, podeszłam, potknęłam się specjalnie i lekko się o niego potarłam, po to żeby się na mnie spojrzał...
O kurwa...

********ED

Nie wierze... To jest ona... Moja Natalie... Wreszcie ją znalazłem...a raczej to ona znalazła mnie... Nic się od tamtego czasu nie zmieniła, no może tylko trochę wygłodniały...Oboje patrzymy na siebie jak wryci. Nie wiem czy dam rade cokolwiek z siebie wydusić, a jednak...
-Na-ta?
-Edzio- powiedziała ze świeczkami w oczach, chyba się zaraz rozpłacze i ja chyba też..
Uśmiechnąłem się szeroko, a ona wskoczyła mi prosto w ramiona. Z chęcią odwzajemniłem uścisk...To jedna z najszczęśliwszych chwil mojego życia... Staleśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę, nie obchodziło nas, to że inni ludzie się na nas gapią. Ale Nata oderwała się gwałtownie ode mnie, tak jakby nagle się ocknęła. Była cała zalana w łzach.
- Przepraszam, trochę mnie poniosło...-ale za co Ty mnie przepraszasz...- Idę do domu, ale możemy się trochę przejść i pogadać, chcesz?- pokiwałem głową.

Pochodziliśmy tak po całym mieście. Byliśmy nawet na naszym starym placu zabaw. Nic się na nim nie zmieniło. Wszystko stoi tak jak było... Nawet dzieci tak jak dawniej tu nie przychodzą...bo to zawsze było tylko nasze miejsce... Powspominaliśmy stare czasy, pogadaliśmy o tym co się dzieje teraz u nas, pośmialiśmy...Było prawie tak samo jak dawniej. Tylko kiedy chodziliśmy po parku strasznie posmutniała, nie odezwała się do mnie ani jednym słowem.
-Nata, co się dzieje?- spytałem zmartwiony.
-Nic.
-Przecież widzę, że coś jest...Powiesz mi?- złapałem ją, za ręke, ale ona się szybko się ode mnie odsunęła.
-Po co tu przyjechałeś?-powiedziała zdenerwowana.
-Bo chciałem załatwić kilka spraw... i zobaczyć co u Ciebie słychać.
-Aha, czyżby?  Teraz Cię zaczęłam interesować?! Gdzie byłeś te dziesięć lat kiedy tak Cię potrzebowałam...Przyrzekłeś mi, że wrócisz!- nigdy nie widziałem jej takiej złej i smutnej...
-Miałem do Ciebie przyjechać, ale nie chciałem, żebyś cierpiała.
-Nie chciałeś, żebym cierpiała? Och jakiś Ty myślący i troskliwy... No tylko nie za bardzo Ci to wyszło.
- Przyjechałem tu, bo za Tobą się stęskniłem i chciałem Cię odnaleźć. Zrozum.
-No to wcześnie się obudziłeś...Ale z Ciebie dupek... Idioto Ty nie zdajesz sobie sprawy jak ją Cie kochałam..-wykrzyczyła to przez łzy i odeszła, a mnie zamurowało... jak mogłem być takim idiotą...
-Nata poczekaj- zawołałem i pobiegłem za nią- Przepraszam
-Nie zbliżaj się więcej do mnie, nie chce Cie już znać. Wracaj do tego swojego Londynu.
Zostałem już tam i pozwoliłem jej odejść. Chyba właśnie straciłem jedną z najważnieszych osób w życiu...Ale nie ja nie poddam się tak łatwo..

******* NATALIE

Jestem załamana, czuję się teraz okropnie, łzy mi lecą jak oszalałe. Z jednej strony jestem cieszę się, że wrócił, ale z drugiej jestem zła... na niego, bo zrobił to dopiero teraz i na siebie, bo tak na niego nakrzyczałam. Chcę go jeszcze widzieć, chcę z nim spedzić mnóstwo wspaniałych chwil... naprawdę...





_______________

Rozdział z serii "Zrobiłam tak jak mi kazali".
Masz Patka niekumaty człeku  podpisanie kogo opisuje.
Masz Marto zazdrosna o Patke (xd) tego swojego Billa xD
Sorry, że ten rozdział nie jest taki bardzo długi, no miał być dłuższy, ale nie chciało mi się już dalej pisać xd I sorry za te pogrubione litery...Miały tylko te imiona na początku każdej perspektywy się pogrubić, a pogrubiło się wszystko...Tępota...xD

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział drugi

Patricia na swojej kolejnej imprezie doskonale się bawiła. No zresztą tak jak zwykle, bo alkochol, narkotyki, bijatyki, taniec na rurze i napaleni na nią kolesie-co z każdym z osobna się prześpi- to było coś w czym czuła się najlepiej...To właśnie był jej żywioł... Ale ta impreza trochę różniła się od innych.
Tej nocy w klubie było mnóstwo facetów, którzy zmuszali "dziwki" do picia. Pati upiła się jeszcze bardziej niż zwykle- nie miała zupełnie świadomości co się dzieje. Pewien starszy facet zaciągnął ją do swojego samochodu, rozerwał z niej ciuchy oraz zmusił siłą do bliższego stosunku. Nieświadoma Patka oczywiście nie zdążyła się zabezpieczyć...

Kiedy Patrycia dość dobrze wiedziała co się wokół niej dzieje poszła do domu. Wyglądała fatalnie, była cała rozmazana, rozczoczochrana i jej ciuchy były całe podarte. Ludzie obserwowali ją dziwnymi spojrzeniami. Gdy już doszła do swojego mieszkania nikogo nie było-godzina 9:00, dziewczyny już dawno poszły do pracy- nie zwracała zresztą na nic uwagi tylko od razu położyła się do łóżka, bo miała okropnego kaca.
- Patrycia! Wstawaj! Patrycia! -obudził ją głos starszej siostry Mariki.
- Jeszcze chwila...- powiedziała zaspanym głosem.
-Nie ma żadnego chwila! Patrz, która jest już godzina! Jest już po południu! Jeszcze spójrz na siebie jak Ty wyglądasz idiotko!- krzyknęła bardzo zdenerwowana.
W tym momemencie do pokoju weszła lekko wystraszona Natalie przegryzająca marchewkę.
-Dobra, Rika daj jej spokój. Widzisz w jakim jest stanie...
-Ona przez całe życie jest w takim stanie! Mam już dosyć tego wszystkiego i nie mam zamiaru jej już dłużej niańczyć!- wykrzyczyczała i wybiegła z pokoju...i domu.
-Nie martw się nią, zaraz jej przejdzie. Ej Pati, co Ci jest?!-była cała zielona i poszła szybko do łazienki, kucała nad kiblem dobre pięć minut. Natalie stała przerażona.
-Ty masz kaca prawie zawsze jak wracasz z tych swoich imprez i nigdy nie rzygałaś. Co się dzieje?!
Patrycia tylko wzruszyła ramionami. Bardzo źle się czuła, kręciło jej się w głowie i miała mroczki przed oczami. Chwila... Zaczęła coś kojarzyć z tamtej nocy...O nie to nie może być prawdą...
-Nata, chyba wiem co mi jest...-zamyśliła się jeszcze przez chwilę- Idź do apteki i kup mi test ciążowy.
Dziewczyna osłupiała, ale jednak posłuchała się przyjaciółki i szybko poszła po to o co ją poprosiła.

Natalie szybko wróciła z testem, a Patrycia dalej wtedy siedziała w łazience i wymiotowała.
-Masz to. Ja wyjdę a Ty sobie sprawdź.
I tak stało. Ona po chwili wyszła cała blada i zalana łzami.
-No i jak?- pokazała jej wynik.
Nata, mocno ją przytuliła i powtarzała ciągle do ucha, że wszystko się jakoś dobrze ułoży.
Tak, wynik był pozytywny.

************

Błąkała się sama po ulicy. Zupełnie nie wiedziała gdzie pójść, co ze sobą teraz zrobić... Prędzej czy później wróci do dziewczyn, nie może ich  zostawić tak samych ale... Nie, teraz wszystko się zmieni. Miała już dosyć takiego życia. Większość kobiet w jej wieku ma już męża, dzieci, a ona...Zawsze żyła w cieniu swojej siostry, jeszcze do tego doszło, że musi się opiekować ją i jej od siedmiu boleści przyjaciółeczką. Koniec z tym. Poszła do klubu i postanowiła poderwać jakiegoś, a może i nawet dwóch czas pokaże. Musiała raz na zawsze zmienić swoje życie. Koniec z szarą myszką.

***********

Wróciła z pracy. Bardzo chciała odpocząć. Włączyła w tv swój ulubiony serial i usiadła wygodnie na kanapie. Mieszkała na chwilę obecną sama z dwoma kotami w małym mieszkanku w starej kamienicy. Zaczęła rozmyślać nad sprawami dzisiejszego dnia. Poznała bardzo miłą dziewczynę, która chyba za niedługo stanie się jej przyjaciółką...Tylko dlaczego tak szybko uciekła...Ona płakała, widziała to. Wiedziała, że coś ją trapiło i musi jej pomóc. Nigdy nie miała żadnej takiej prawdziwej przyjaciółki, wszystkie się tylko za nie podawały...
A jej włosy i pan Crawford. Mimo, że wiedziała jak traktuje  kobiety to bardzo jej się  podobał. To dla niego poszła do tej pracy. Dla niego chciała zostać asystenką. Dobrze, że nie podoba się Natalie to o niego powalczy i to on będzie tym, z którym w przyszłości założy rodzinę.

***********

Nie mógł nigdy uwierzyć w to jakie kobiety potrafią być naiwne. Teraz leży w łóżku z kolejną z nich. Normalna jakaś, prosta blondynka spotkana na ulicy, nigdy mu nie dorówna, ale całuje nieźle...
Jego największym celem była ta nowa, Natalie czy jak jej tam...Cholernie go pociągała i wygląda na taką dostępną. Wkońcu i tak podda się jego urokowi. Jeremy zaliczy kolejną laleczkę i będzie mistrzem "swego fachu"




________

Wiem, to jest beznadziejne straszne... Przepraszam naprawdę, ja nie umiem pisać. Tak szybko ten rozdział dodałam, bo byłam pod presją... (Xd) Hejtować...

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział pierwszy- czyli wszystko 10 lat później.

Dzisiaj pierwszy dzień w pracy. Szef jest bardzo wymagający. Oby mnie tylko nie wyrzucił po pierwszym dniu, bo architektura wnętrz zawsze była moją pasją...Nie mam zamiaru też przez całe życie włóczyć się po klubach z Patricią i patrzeć jak zdobywa swój kolejny łup. Mnie to nie uszczęśliwia i nigdy raczej nie będzie, ale robię to dla Pati...
Od pierwszej klasy liceum jest moją najlepszą przyjaciółką. Z charakterów jesteśmy jak ogień i woda- ja taka miła,spokojna,ułożona, a ona to zupełne przeciwieństwo. Mimo to jednak szybko się ze sobą dogadałyśmy i teraz nawet  z Mariką, siostrą Patricii wspólnie mieszkamy w małej kamienicy.
Już jestem gotowa do wyjścia zostawię tylko liścik Marice (bo Pati nie wróciła jeszcze z "pracy"), gdzie idę i kiedy wrócę.
Budynek słynnego pana Crawforda jest bardzo wielki oraz nowoczesny, musi w nim mieścić się strasznie dużo ludzi. Ledwo co zdążyłam przekroczyć próg, a już wpadła na mnie jakaś dziewczyna z różowymi włosami rozrzucając przy tym papiery, które trzymała w rękach.
-Och, przepraszam, bardzo przepraszam naprawdę.- była strasznie zdenerwowana, pochyliła się w dół, żeby to pozbierać - To mój pierwszy dzień i jestem zestresowana.
-Nie no nic się stało, daj mi to pomogę Ci nieść. - wzięłam od niej kilka kartek- Ty też pracujesz u pana Crawforda?
-Tak, jestem jego asysestentką, ale na razie tylko na próbę.
-O to super, zaprowadzisz mnie do niego- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Okazało się, że ta dziewczyna ma na imię Dominica. Szybko i łatwo złapałam z nią dobry kontakt, jest bardzo pozytywną osóbką.
Popukałam kilka razy w drzwi, nikt się nie odzywał, aż wkońcu z gabinetu dobiegł potężny, męski głos.
- Proszę wchodzić i nie pukać już więcej. Cholernie boli mnie głowa.
Więc weszłam i zabaczyłam przy biurku umięśnionego- widać dbającego o siebie- bruneta z lekkim zarostem i głęnokimi, niebieskimi oczami... No też trochę śpiącego i z kacowanego.. Ktoś tu chyba zaszalał ostatniej nocy.
-Przepraszam. Ja od dzisiaj tu pracuje i przyszłam do pana po jakieś zlecenie czy coś...- kiedy mnie tylko zobaczył, opadła mu szczęka i przyglądał mi się tak dobrą minutę (ubrałam się, w moją najładniejszą sukienkę, która leży na mnie idealnie... sama nie wiem po co)- Halo!Halo proszę pana!
-Oh wybacz. Panna Natalie, tak? Nieźle wyglądasz- uśmiechnął się do mnie tak intrygująco, czułam uczucie zniesmaczenia.
-Dziękuje, ale nie wiem od kiedy jesteśmy na "ty".
-Oo jaka zadziorna- jego spojrzenie było takie... dziwne- No dobra, masz tu wszystko napisane- dał mi do ręki jakąś kartkę- Jak będziesz wychodzić to zawołaj Dominice tu do mnie- powiedział i pokazał mi ręką wyjście.
No cóż, to chyba będzie ciężka współpraca. Kiedy wyszłam uj rzałam Dominice potykającą się o własne nogi.
-O Domi hej! Nasz szef Cię woła!- powiedziałam głośno z szerokim uśmiechem.
-Okej. Ej Nata jak skończysz to chodź do kawiarenki na dole, pogadamy.

Kiedy skończyłam projektować pokój dla jakiejś dziewczynki, poszłam tam gdzie się umówiłam z Dominicą. Dziewczyna już była na miejscu. Siedziała sama przy małym stoliku z dwoma fliżankami latte i stukała bezradnie łyżeczką o brzeg naczynia. Usiadłam naprzeciwko niej.
-Cześć jak tam? Co siedzisz taka smutna?
-Nie jestem smutna- odpowiedziała smętnie- Zamówiłam Ci kawę mówiłaś, że taką lubisz.
-Dzięki, ale mów mi już w tej chwili co się stało, bo przecież ślepa nie jestem.
-No dobra... Ty wiesz po co on mnie wołał? Co mi powiedział?! Że mam zmienić kolor włosów, "bo klienci się skarżą"! - była tak zdenerwona, że aż prawie wylała cały swój napój.
-Spokojnie nie denerwuj się tak...Nie zwracaj na niego uwagi, nie będziesz zmieniała przecież swojego wyglądu tylko, dlatego że temu dupkowi się to nie podoba- starałam się powoli ją uspokajać.-A jak Cię wyrzuci to wtedy i ja się zwolnie, i znajdziemy o wiele lepszą pracę od tej, zobaczysz!
- Dzięki- uśmiechnęła się, chyba jej poprawiłam humor- Może to dupek, ale ech jest przystojny...
-No, brzydki to on nie jest, ale wiesz wygląd to nie wszystko.-wzięłam dość duży łyk kawy.
-Podobasz mu się- powiedziała to z iskierkami w oczach- Pytał mi się o Ciebie i w ogóle! Obyś tylko nie była jego kolejną ofiarą...-mieszała ciągle swoje Latte.
-Ah czyżby? A on mi nie zbyt... Faceci ogólnie mnie jakoś ostatnio nie interesują.
-Co? Nie gadaj, że jesteś lesbijką-zaśmiała się głośno.
-Nie, nie jestem- lekko ją zignorowałam kontynuowałam picie swojego napoju.
-Ale Ty jesteś taka śliczna, przecież... Nie miałaś nigdy wcześniej chłopaka?
-Nie miałam.
Nie chciałam mówić o Edzie, on nawet nie był moim chłopakiem, ale go bardzo kochałam... Nawet gdybym jej o nim powiedziała to by nie uwierzyła. To jest, przecież teraz taka wielka gwiazda! Ma swoje faneczki, pewnie pewno dziewczyn się za nim ugania i nie pamięta takiej mnie. A obiecał! Obiecał, że wróci... A co? Minęło już dziesięć lat i go nie ma... Robiłam wszystko, żeby o nim zapomnieć, nawet nie słucham jego piosenek ani nic. Cztery lata temu zobaczyłam tylko jak wygląda i więcej nie chce na niego patrzeć. Nigdy chyba o nim nie zapomne... i w nikim się nie zakocham tak jak w nim...
-Ej Nati co się dzieje?! Czemu płaczesz?!- piskliwy głosik Dominici wyrwał mnie z moich myśli, nawet nie zauważyłam kiedy zaczęły mi lecieć łzy.
-Nie, nic naprawdę. Ja już muszę iść. Pa, jeszcze raz wielkie dzięki za kawę.- szybko wyszłam z budynku zanim zdążyła mnie zatrzymać.
O niczym innym teraz nie marzę jak położyć się w swoim milusim łóżeczku. Ten dzień mnie wyczerpał...

***********************

Wreszcie jestem w swoim rodzinnym mieście, bo jak tu mówią, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Przez te dziesięć lat wiele się tu pozmieniało...Muszę załatwić kilka ważnych spraw i najważniejsze zobaczyć się z Natalie. Ciekawe czy mnie jeszcze pamięta...Nie odzywałem się na początku do niej, bo nie chciałem, żeby cierpiała, a później nie było jak... no wiadomo... kariera. Chcę się do niej przytulić, z nią pośmiać, pogadać, podokuczać jej tak jak za dawnych czasów...Bardzo zatęskniłem za nią...Za wszystkimi chwilami z nią spędzonymi...




____
W następnym rozdziale będą cztery perspektywy (albo i nawet więcej), ale chyba w trzeciej osobie, tylko te główne postacie będą w pierwszej osobie, ale zobaczę jeszcze... No to co? Do następnego :3

Prolog

Ciemnowłosa, siedmioletnia dziewczynka razem ze swoim króliczkiem Bartusiem-po oczywiście wielkim błaganiu rodziców- poszła na pobliski plac zabaw. Nie spodziewała się tam nikogo, bo to przecież niedzielne popołudnie, wtedy wszystkie dzieciaki z okolicy wyjeżdżają gdzieś do rodziny,a ona zawsze zostaje u siebie. Dobrze też myślała, na placu była zupełnie sama..
 Usiadła  w piaskownicy, wyjęła wiaderka, łopatki, grabki i zaczęła budować zamki z piasku, a jej pupil latał wokół niej zajadając się zieloną świeżą trawą. Była właśnie w trakcie budowania wieżyczki i nagle poczuła piasek pod bluzką. Podskoczyła, po czym prędko się odwróciła.. Ujrzała chłopczyka-swojego rówieśnika- z rudowłosą czupryną, który miał z niej niezłą radochę.
- Haha, ale masz minę... Jakbyś ducha zobaczyła- chłopiec aż zwijał się ze śmiechu.
- Jesteś głupi! Jesteś idiotą! Powiem wszystko mamie, a ona powie twojej zobaczysz- popłakała się biedna- Bartuuuś chodź, idziemy stąd szybko.- wzięła wszystkie swoje rzeczy i skierowała się w stronę wyjścia lecz nowy poznany kolega ją zatrzymał.
-Proszę, zostań. Przepraszam bardzo, naprawdę... ja się chciałem tylko pobawić..-chłopaczek miał łzy w oczach, więc została- Jestem Ed, a Ty? 
-Natalie.

We don't know where to go, so I'll just get lost with you
We'll never fall apart, 'cause we fit together right, we fit together right
These dark clouds over me, rain down and roll away
We'll never fall apart, 'cause we fit together like
Two pieces of a broken heart

Dzieciaki od razu bardzo się polubiły, bawiły się tak w piaskownicy i nie tylko dopóki nie zrobiło się ciemno, a rodzice wołali ich już do domu. 
Od tamtego momenty byli nie rozłączni. Byli najlepszymi przyjaciółmi, nie było rzeczy, której nie zrobili by razem. 
Tak się działo do pewnego momentu...Mieli wtedy po czternaście lat...Kiedy to tata chłopaka dostał pracę w samym Londynie i Ed musiał się niestety wyprowadzić  razem z nim...
 ...Ostatnie pożegnanie...Ostatnia chwila kiedy mogę się do niego przytulić....

Stali tak wtuleni w siebie, tak bardzo nie chcieli się rozstać.
-Edzio, ja sobie bez Ciebie nie poradzę, nie przeżyje tego...
-Dasz radę, obiecuję Ci to... Nawet nie wiesz ile jesteś w stanie  zrobić beze mnie- zamyślił się przez chwilę- Tylko ze mną będzie trochę gorzej, ale sobie jakoś poradzimy.
W oddali słychać było dźwięk klaksona wzywający młodzieńca do samochodu.
Wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
- Obiecaj mi, że za niedługo wrócisz. Obiecujesz?-chłopak uśmiechnął się przez łzy i spojrzał prosto w jej oczy.
-Obiecuje, zawsze będę przy Tobie, będę Cię często odwiedzał i wrócę tu najszybciej jak tylko będę mógł- cmoknął ją delikatnie w czoło...i odszedł.- Pa Nata. 

Przyglądała się odjeżdżającemu już pojazdowi, gdzie jeszcze przez szybę mogła zobaczyć jego machającą na pożegnanie rękę. 

Coś przeczuwała, że nie dotrzyma tej obietnicy i szybko nie wróci...

There's a boy, lost his way, looking for someone to play
There's a girl in the window tears rolling down her face
We're only lost children, trying to find a friend
Trying to find our way back home