czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział czwarty

MARIKA

Obudziła się prawie naga leżąc długowłosego wokalisty. Nie wiedziała zupełnie co się dzieje.Strasznie bolała ją głową. Przetarła jeszcze raz dobrze oczy. Jedyne co pamiętała, to to że buntując się przeciwko siostrze i jej przyjaciółce poszła do klubu, a tam poznała Kaultiza, i chyba trochę z nim wypiła. Starała się za wszelką cenę go obudzić, bo chciała z nim to wyjaśnić.
-Bill!! Z zespołu Cie wywalili!- wydarła się, a ten wyrwał jakby miał mrówki w tyłku.
-Co?! Gdzie?! Jak?!
-Gościu co tu się dzieje?! Co ja tu robię w łóżku naga z TOBĄ?! Masz mi to w tej chwili wszystko wyjaśnić!- darła się na cały głos, słychać ją było pewnie w całym budynku.
- Ale ja nic nie pamiętam serio...- kłamał, tak naprawdę pamiętał wszystko tylko nie chciał się jej do tego przyznać.- Idioto mów prawde!- szarpała go mocno za barki, a z oczu leciały jej niechciane łzy.
-Spokojnie, nic nie zrobiliśmy. Tylko Ty się opiłaś, zaczęłaś tańczyć na rurze, a robiłaś to mega seksownie to mnie trochę poniosło i...- Marika waląca go z liścia prosto w twarz nie dała mu dokończyć-Ej, a to za co? To przecież wszystko Twoja wina.
W tym momencie dziewczyna się załamała. Usiadła na podłodze schowała głowę w kolanach i zaczęła głośno szlochać. On miał rację. Tak, to była jej wina. Bo gdyby nie chciała się tak zmieniać na siłę i nie poszła do tego klubu to by nic takiego nie miało miejsca. Może nic nie zrobili, ale mało brakowało i wyszła przy wszystkich na jedną z tych cholernych dziwek. Mogła zostać u siebie w domu. Ale nie... Ona zawsze musi być tą inną, zawsze będzie zazdrosna o swoją siostrę... zawsze.
Mężczyzna się przejął, usiadł obok niej i próbował pocieszyć.
-Przepraszam, nie chciałem Cie zranić naprawdę. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz...nawet nic nie zrobiliśmy...- a ona gwałtownie się od niego odsunęła.
-Daj mi spokój! Nie zbliżaj się więcej do mnie!- wstała i powoli zaczęła się ubierać.- Zapomnij o mnie, ja też zapomne o Tobie na zawsze to wszystko będzie pięknie.
-No dobra. A może Cię trochę odprowadze?
-Nie. - powiedziała to stanowczym głosem i wyszła trzaskając przy tym drzwiami.

Z pomieszczenia wychodziła po cichu, tak aby nikt jej nie zauważył. Było już dawno po południu, zaczynało się nawet robić ciemno. Chciała o tym jak najszybciej zapomnieć. Postanowiła wrócić do dziewczyn, zdała sobie sprawę, że za nimi mimo wszystko się stęskniła. Ale i  tak już nie będzie taka grzeczniutka jak kiedyś....No oczywiście nie będzie robiła już takich numerów jak teraz... ale się zmieni.
Kiedy była już w domu, to do swojego pokoju skradała się cichutko jak myszka- co nawet nie było konieczne, bo w domu nie było nikogo. Położyła się w łóżku i powoli próbowała zasnąć.

******** NASTĘPNEGO DNIA RANO
ED

To była ciężka noc. Po takim pełnym wrażeń dniu naprawdę ciężko mi było zasnąć. Spotkałem wreszcie moją Natę...tak moją... było cudownie, przez chwilę nawet tak jak za dawnych lat, ale później działo się tak jakby latał nad nami jakiś zły czarodziej machnął tą swoją różdżką i wszystko co do dobre odczarował. Co znaczyły te jej słowa " nie zdajesz sobie sprawy jak ją Cię kochałam"...Kochała mnie? Naprawdę? Jaki ja byłem ( i nadal zresztą jestem) ślepy... Gdybym to wiedział to bym, przecież nigdy nie zostawił.. A ja też byłem w niej bardzo zakochany od samego początku, ale chyba tak naprawdę przed tą miłością uciekałem jak największy na świecie tchórz, tylko nigdy nie chciałem tego, żeby cierpiała..
Nienawidzę siebie... Zrobię teraz wszystko, żeby ją znowu znaleźć.
Opowiadała mi wczoraj, na której ulicy mieszka i to w małej starej kamienicy. Trochę to spory kawałek ode mnie, ale nie obchodzi mnie to, zjem , ubiore się i tam do niej pójdę.
Tak, to jest chyba ten budynek, w którym mieszka Nati. Boję się trochę tam wejść, no ale cóż, może się uda...
Nie żartowała ze z starością tej kamienicy. Naprawdę ona była chyba budowana dwa wieki temu... Ale nieważne... Chwila. Które to było piętro? Trzecie. Tak, na pewno, a który numer...się zaraz okaże. Popukałem kilka razy do pietwszych z brzegu drzwi, a po chwili otworzyła mi je długowłosa blondynka wyglądająca na wielce zmęczoną.
- Mieszka tu może Natalie?
-Ty jesteś Ed Sheeran! O kurwa! Naataa ta wielka gwiazda Ed Sheeran do nas przyszedł i jeszcze się o Ciebie pyta! Naaataaa!!- ta, czyli trafiłem dobrze, a to musi być jej jakaś niedorobiona koleżanka.
-Jeju, dobra dobra, ale nie krzycz już tak, bo sąsiedzi zaczną na nas skarżyć- Nati miała na sobie uroczą piżamę w króliczki (zawsze je uwielbiała)...skierowała swoje spojrzenie na mnie. - Co Ty robisz? Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
-Mówiłaś mi coś tam wczoraj, chciałem pogadać. - a jej współlokatorka patrzała badawczym wzrokiem raz to na mnie, a raz na nią... chyba już wiem o co będzie się wypytywała kiedy pójdę.
-Teraz to ja muszę iść do pracy- albo mi wybaczyła albo taką grała przy blondynce.
-O to pójdę z Tobą! Ubierz się szybko, a ja tu poczekam.
- Okej....
Poszła i zamknęła mi drzwi przed nosem. Minęły jakieś dwie minuty, była już gotowa. Ubrała w śliczną lekko przykrótkawą białą sukienkę sukienkę z koronką czarny średniej długości sweterek i fajne ciemne nie za bardzo wysokie szpilki na grubym obcasie, a włosy jak zwykle miała rozpuszczone.
Wyszliśmy z kamienicy jak razie bez słowa.
-Nata, ja już tak nie mogę...Bardzo mocno Cię przepraszam to ... -zacząłem, ale ona nie dała mi powiedzieć do końca, przyłożyła mi tylko do ust palec, żebym się uciszył.
-Spokojnie nic już nie mów. Wybaczyłam Ci- uśmiechnęła się lekko- Na ile tu przyjechałeś?
-Chyba na zawsze- po wyrazie jej twarzy było widać, że jest zaskoczona, ale też ucieszona.
-Naprawdę?
-Tak- odpowiedziałem z uśmiechem.

Przez całą drogę rozmawialiśmy, śmialiśmy, było cudownie i chyba teraz nic nie mogło popsuć nam tej chwili. Kiedy doszliśmy do celu- ogromnego budynku, w którym znajdowała się praca Natalie- weszliśmy do środka.
Wnętrze również wyglądało imponująco.
-No już jesteśmy, ja muszę iść pracować, a Ty co zrobisz? - powiedziała z uśmiechem, ale za nim zdążyłem jej odpowiedzieć przybiegła do nas dziewczyna z różowymi włosami i uściskała moją przyjaciółke.
-Nati! Nati! Nati! Jejku gdzieś Ty była Nati- powoli zaczynałem się bać, że ją za chwile udusi, a po chwili od niej gwałtownie odskoczyła, bo zauważyła mnie i spoglądała się na mnie z szeroko otwartą buzią- Ed Sheeran?! O matko matko matko!! Jestem Twoją wielką fanką!- wykrzyczała i teraz zaczęła wyściskiwać, a Nata śmiała się jak oszalała.
-No i czego rżysz- wzruciłem się do niej.
-Nic, nic. Domi weź go zostaw, potem Ci załatwie autograf od niego.- puściła mnie... wreszcie.
-A Ty skąd go znasz- spytała zaciekawiona.
-To mój dawny przyjaciel.
-Ahaa. Nata, my chyba musimy poważnie porozmawiać- ciekawe o co jej może chodzić.
-Dobra, a Ty Edzio już lepiej idź.
-Okej, a której mam tu na Ciebie czekać?
-Bądź tak koło 16:00
Uśmiechnąłem się i poszedłem w stronę drzwi. Nie mogę uwierzyć jeszcze, że to się dzieje. Chyba się w niej zakochałem od nowa.

*********** PATRICIA

Czuła się fatalnie. Zawroty głowy, ciągłe wymioty, omdlenia... Jak mogła do czegoś takiego doprowadzić? Szkoda, że się nie wrodziła do swojej grzeczniutkiej siostry, wtedy by nigdy nie miała takich problemów...Właśnie...Gdzie ona jest? Wróciła już do w ogóle do domu? Bo nie słyszała, ale ona teraz jest w zupełnie innym świecie to mogła nie słyszeć. Była tak tego ciekawa, że postanowiła wejść do jej pokoju.
Tak, była tam. Leżała na łóżku i bawiła się telefonem, nawet na nią nie spojrzała...
- O jednak wróciłaś. Gdzie się podziewałaś.
-Nie Twój interes.- dalej nawet nie podniosła wzroku.
- Jestem w ciąży, wiesz?- było jej trochę smutno, że siostra nie zwraca na nią uwagi.
- Ojejku, jakaś Ty biedna kochana siostrzycko. Co mam teraz Cię przytulić i Cię po główce pogłaskać. -zachowywała się jakby nie miała wcale serca.
-O co Ci chodzi?! Co ja Ci  kurwa takiego zrobiłam?!- nie wytrzymała.
-Co zrobiłaś? No to teraz pomyśl, a nie sorry Ty nie umiesz myśleć...
-Co to moja wina, że Ty zawsze byłaś taka grzeczny i milutka?
-Zawsze żyje w cieniu Ciebie, zawsze...-poleciała jej po policzku jedna, malutka łza, którą szybko zetarła- Przez całe życie się tobą opiekuje, bo Cię kocham, a Ty mi nigdy nie okazujesz za to wdzięczności tylko jeszcze robisz mi na złość..
Patce, zabrakło w tym momencie słów. Łzy stanęły jej w oczach. Usiadła obok Mariki i objęła ją mocno.
-Riczka, przepraszam...Nie wiedziałam nigdy co czujesz...Powinnaś skarżyć, przepraszam... -poleciały jej łzy.
Dziewczyna nic już nie powiedziała tylko ją mocno przytuliła i tak siedziały w uścisku przez dłuższy czas...Bo siostrzana więź przezwycięży wszystko...





________

To jest beznadziejne wiem. Wszystko jest bez sensu. Dużo dialogów. Prówałam być śmieszna, ale mi to nie wyszło. Wiem.
Tak to jest jak się pisze z gorączką... Hejtować proszę...

2 komentarze:

  1. Ty choleroooo xd ja sie poplakalam xD Billus ty biedaczkuu caemu za nia nie wybiegles :( ed ty slepoto ruska xD natka .. ty... a dobra xD czekam na next bo zajebioza xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle mega a Ty nie wymyślaj, że beznadziejne xD

    OdpowiedzUsuń